Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Chcesz dostawać mailem najważniejsze informacje z Poznania? Zapisz się na nasz bezpłatny newsletter.

Wysoka, szczupła, uśmiechnięta i konkretna. Kiedy pięć lat temu przy Półwiejskiej McDonald’s otworzył największą restaurację w mieście, wywiesiła na oddziale kartkę: "Proszę o nieprzynoszenie dzieciom śmieciowego jedzenia!". 

W rozmowie z "Wyborczą" opowiadała: - Od otwarcia restauracji po prowiant ciągną tam pielgrzymki rodziców chorych dzieci. To przecież kilka kroków od szpitala. I teraz co trzecie dziecko wcina happy meala. Chodzi nie tylko o to, że jedzenie z McDonalda jest mało wartościowe. Zawiera wyjątkowo dużą ilość tłuszczów i soli. Podrażnia przewód pokarmowy, może uczulać i źle wpływa na prowadzone przez nas terapie.

I co pani robi, jak rodzic kupuje takiego happy meala?

- Nie wpuszczam.  

Bez krzyku, z pogodą ducha 

-  Rozmawiała z dziećmi jak równy z równym. Dziecko było dla niej partnerem. Nie mówiła: "nie  bój się" ale -  "masz prawo się bać, na twoim miejscu też bym się bała, ale pomożemy ci, wszystko ci wyjaśnimy" - mówią lekarze. Grażyna Sierakowska-Urbańska skończyła studia medyczne w Poznaniu w 1978 roku. Zaczynała pracę w szpitalu dziecięcym przy Krysiewicza jako lekarz stażysta. W 1999 roku została ordynatorką oddziału dzieci starszych, na którym leczyła choroby płuc. 

- Była pierwszą mężatką na roku, pierwsza z nas - jeszcze na studiach - urodziła dziecko, córkę Natalkę. A potem syna Mateusza. Razem z mężem architektem tworzyli ciepły, otwarty dom. Wpadaliśmy do nich często, bo Grażyna bardzo kochała ludzi - opowiada Halina Bobrowska, hematolożka z Krysiewicza.

- Zawsze ostatnia wychodziła z pracy, wiedzieliśmy, że możemy w każdej okoliczności na nią liczyć. Potrafiła zadzwonić wieczorem po ciężkim dniu, w niedzielę, z wakacji: - I co, jak się czujesz? Co z chorym? - wspomina Dorota Nowakowska-Błotny, pediatra. 

Grażyna Sierakowska-Urbańska była też działaczką związków zawodowych i zastępcą rzecznika odpowiedzialności zawodowej przy izbie lekarskiej. - Bez krzyku, z pogodą ducha potrafiła przejść przez największe kryzysowe sytuacje. Tak też przechodziła przez własną chorobę - mówi Bobrowska. 

"Żegnamy osobę niezwykle skromną i ciepłą. Grażynko, byłaś z nami od 1978 do 2019 roku. To 41 lat! Szmat czasu…" - napisali w pożegnaniu lekarze.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.