Janę z Białorusi Monika znalazła na klatce schodowej w bloku w Poznaniu. Choć nie była zbyt rozmowna, uparła się, że jej pomoże. I właściwie musiała zrobić to sama, bo systemowego wsparcia dostała tyle, co kot napłakał.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Był początek grudnia. Monika, instruktorka fitness, na swojej klatce schodowej na poznańskim os. Kopernika znalazła Janę z Białorusi. Spała na półpiętrze. Nie pierwszy dzień. – Wielu ludzi widziało tę młodą kobietę. Teraz mówią, że chcieli pomóc, ale nikt nic nie robił – opowiada. – Pytają jedynie, jak ja jej pomogłam. Nie winię tych ludzi, kontakt z Janą nie był łatwy, chwilami zachowywała się, jakby pomocy w ogóle nie chciała.

W poszukiwaniu schronienia

Była małomówna, nie chciała rozmawiać ani nawiązać kontaktu z Moniką. Jednak Monika razem z koleżanką Agatą, na co dzień zajmującą się kulturą, uparły się, że pomogą młodej Białorusince. I nie chodziło tylko o doraźną pomoc – koce i coś do jedzenia, co Monika przyniosła z mieszkania. Bo Jana nie chciała się ruszyć z klatki schodowej. I nie była zbyt rozmowna. – Podejrzewam, że kryje się za tym jakaś trudna historia – mówi dziś Monika.

Żeby pomóc dziewczynie, dzwoniła w kilka miejsc w Poznaniu, także do męskich noclegowni. – Wszędzie słyszałam, że albo nie ma miejsc, albo jak to ktoś z zagranicy, to nie, albo że pandemia koronawirusa, albo że MOPR musi się zgodzić – opowiada. – Tylko w noclegowni na Krańcowej coś było, ale stamtąd trzeba się wyprowadzać o siódmej rano. W schronisku dla bezdomnych na Szczepankowie chcieli nam pomóc, ale mogli przyjąć Janę dopiero od 18 grudnia, więc cały tydzień i tak musiałaby koczować na klatce.

Pomożemy, ale...

Nie mając już pomysłu, jak pomóc Janie z Białorusi, Monika dzwoni do Agaty. A Agata dalej – do Migrant Point w Poznaniu, do Barki, do kolejnej koleżanki, która pracuje w pomocy społecznej. – To od niej dowiedziałam się, że teraz pomaganie osobom bez dachu nad głową to wielki problem przez pandemię koronawirusa – opowiada. – Pomoc, która dotychczas działała, nie jest już tak sprawna, bo wszyscy muszą przejść kwarantannę.

O tym, jak bardzo pandemia utrudnia pomoc bezdomnym, pisaliśmy już wiosną. Na szczęście teraz Poznań radzi sobie z tym dzięki kontenerom mieszkalnym – to w nich przebywają (do 10 dni) osoby, które w czasie rozprzestrzeniania się koronawirusa są w kryzysie bezdomności.

– W Migrant Point usłyszałam, że oczywiście pomogą, ale potem, że jednak nie, bo koronawirus.

Mogą dać tłumacza i prawnika. Rozumiesz: dziewczynie, która nie ma gdzie spać! – denerwuje się Agata.

– Pani z MOPR też obiecała przyjść i pogadać, nie przyszła.

Jana chce wrócić na Białoruś

W końcu Jana nabrała chyba nieco zaufania do Moniki i Agaty, bo zaczęła o sobie opowiadać. Miała paszport, który stracił już ważność, podobnie jak wiza. Tłumaczyła łamaną polszczyzną, że niedawno mieszkała u koleżanki, ale ta wyjechała, więc Jana musiała się wyprowadzić. Wcześniej przez ok. 10 lat mieszkała z narzeczonym z Niemiec w Słubicach. A gdy się rozstali, przyjechała właśnie do Poznania do koleżanki. Mówiła, że zgubiła portfel i komórkę, i dlatego koczuje na klatce schodowej.

– Wreszcie Jana wyznała, że jedyne, czego chce, to wrócić na Białoruś – mówi Monika. – Dała nam w końcu namiary na swoją siostrę, a ta na znajomego w Polsce – dodaje Agata. – Bałyśmy się trochę, ale ten znajomy, pan Leszek, pomógł Janie.

Umówiły się z nim na jednej ze stacji benzynowych na Grunwaldzie. Na wszelki wypadek zawiadomiły o wszystkim dyżurnego policji. – Super zareagował, przysłali na stację ekipę, żeby sprawdziła pana Leszka – opowiada Agata. – On też na szczęście nie miał z tym problemów, zrozumiał naszą zapobiegliwość.

Siatka pełna jedzenia i komórka

Wreszcie udało się Janę wsadzić do pociągu do Białegostoku. Pan Leszek wypakował dziewczynie siatkę jedzeniem, Monika kupiła komórkę, żeby Jana dała znać, gdy już dotrze na Białoruś.

– To wygląda na szczęśliwe zakończenie, ale najbardziej poraziło nas, że żadna miejska instytucja nie pomaga w takiej sytuacji – mówi Agata. Monika dodaje, że gdy wydzwaniała po ośrodkach pomocy, to miała wrażenie spychologii. Agata: – Policjanci powiedzieli nam jeszcze, że gdyby Jana miała dziecko, to zawsze można próbować w ośrodkach dla samotnych matek. No ale bez dziecka nie ma takiej możliwości.

Jak pomóc w takiej sytuacji?

Co na to władze Poznania? Jak miasto pomaga teraz osobom bez dachu nad głową, które w dodatku mogą być obcokrajowcami?

Magdalena Pietrusik-Adamska, dyrektorka Wydziału Zdrowia i Spraw Społecznych poznańskiego Urzędu Miasta, w odpowiedzi wysyła obszerny mail. A w nim wyciągi przepisów z ustawy o cudzoziemcach, że przysługuje im poradnictwo prawne, psychologiczne i rodzinne... Jest i o pomocy prawnika oraz tłumacza w Migrant Point. Zaczynam się gotować podczas czytania, jak wcześniej Agata. Bo chodzi o prostą rzecz: żeby znaleziony przez poznaniaków obcokrajowiec mógł dostać miejsce do spania. I żeby ten, kto go znajdzie, mógł pomóc jak najszybciej zamiast siedzieć na telefonie.

Wreszcie udaje się ustalić, że w takich sytuacjach najlepiej kontaktować się z Punktem Interwencji Kryzysowej przy ul. Niedziałkowskiego 30. Telefony: 61 835 48 65, 61 835 48 66 lub bezpośrednio do hostelu: 61 816 06 78.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej na ten temat
Komentarze
Zaloguj się
Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
Miasto ostatnio popisuje się na każdym kroku. Zawsze gdy mogą dać ciała, zrobią to koncertowo. Brawa za postawę dla p. Agaty i p. Moniki, może od nich miejscy urzędnicy mogli nauczyć się SKUTECZNOŚCI podszytej zaangażowaniem, nie obojętnością.
Bezdomny czy bezdomna to nie materiał na walkę o wolność, prawda drodzy włodarze?
@cogitans
"Bezdomny czy bezdomna to nie materiał na walkę o wolność"
Sarkazm, jak najbardziej, zrozumiały.
I może kiedyś dotrze, nie tylko do urzędników, że zainteresowanie i zaopiekowanie się bezdomnym czy bezdomną to jest takze walka o wolność
już oceniałe(a)ś
8
0