Jestem wściekła. Nie jestem w stanie uchronić mojego syna przed traumatyzacją, na którą zezwala nasze państwo. Najwyraźniej ochrona życia poczętego obowiązuje jedynie do dnia narodzin - mówi Agnieszka Kossowska, mama 12-letniego Franka. I apeluje, by podpisywać petycję.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

- Widziałem ten plakat i już go nienawidzę - mówi Franek. - Nie chcę go już widzieć, chcę, żeby policja już go zniszczyła w piecu.

- Jaki plakat? - dopytuje go mama.

- Tego dziecka martwego. Tam krew jest. Potem mam koszmary. Wczoraj miałem koszmar o ten plakat.

Rozmowę z Frankiem Agnieszka Kossowska nagrała i opublikowała na facebookowej stronie Dzielny Franek, na której opisuje życie swojego syna. Franek urodził się jako głęboki wcześniak, dwa miesiące był podpięty do respiratora, dzielnie walczy z licznymi niepełnosprawnościami.

- Publikacja tego filmu nie jest dla mnie łatwą decyzją, mam jednak nadzieję, że może głos dziecka zostanie usłyszany - mówi mama Franka.

Petycja do premiera

Kossowska jest autorką książki "Duże sprawy w małych głowach", w której o swoim świecie opowiadają dzieci z niepełnosprawnościami. Jest prezeską Fundacji Rozwoju Edukacji Empatycznej FREE, prowadzącej edukację domową m.in. dla dzieci takich jak Franek. Na stronie facebookowej można zobaczyć jej zdjęcie z Agatą Dudą - po wydaniu książki została zaproszona przez żonę prezydenta na spotkanie. W jej warsztatach wokół książki brały udział podczas Kongresu Kobiet także prezydentowe Anna Komorowska i Jolanta Kwaśniewska.

- W ostatni weekend wybrałam się z synem na sanki - opowiada dzisiaj. - Przy drodze jest wielki plakat antyaborcyjny, ze zdjęciem zakrwawionego płodu. Cała wyprawa to był nieustający lęk mojego syna: "Dlaczego on tu jest? Nie chcę na to patrzeć. Czy jak będziemy wracać, to też będzie?". A potem odreagowywanie w domu za dnia i problemy ze snem w nocy - opowiada Kossowska. - To nie był pierwszy raz. Franek widział ten plakat już wcześniej na billboardach i furgonetkach krążących po mieście. Za każdym razem reagował koszmarnym strachem, nie chciał potem wychodzić z domu. W październiku 2019 roku napisałam list do rzecznika praw dziecka, nie dostałam żadnej odpowiedzi. Mąż zgłaszał sprawę na policji, był przesłuchiwany. Czuję się bezsilna - mówi. - Teraz, gdy wróciłam z tych sanek do domu, byłam tak zdenerwowana, że musiałam zadziałać.

Nagrała film z Frankiem i zainicjowała petycję: "Nie dla obrazów antyaborcyjnych w przestrzeni publicznej". W ciągu tygodnia pod petycją podpisało się blisko 3 tysiące osób. Podpisy zbierane są na stronie Nasza Demokracja (tutaj).

"Domagamy się wydania jednoznacznego zakazu prezentowania w miejscach publicznych drastycznych, brutalnych, nieprzyzwoitych i budzących odrazę obrazów antyaborcyjnych oraz tym samym ochrony dzieci przed emocjonalnymi, behawioralnymi i fizjologicznymi skutkami związanymi z nagłą ekspozycją na nie" - piszą autorki petycji Agnieszka Kossowska oraz psycholożka Anna Bereś i pedagożka specjalna Joanna Ławicka.

Petycję adresują do premiera Mateusz Morawieckiego oraz minister Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej Marleny Maląg, rzecznika praw dziecka Mikołaja Pawlaka i Adama Bodnara, rzecznika praw obywatelskich. Przekażą im ją po zebraniu podpisów. 

Agnieszka Kossowska i Franek mieszkają w Opolu. Ale antyaborcyjne plakaty, o których mówi petycja, można spotkać w miastach w całej Polsce, wywiesza je Fundacja Pro-Prawo do Życia.

Fot. Adrianna Bochenek / Agencja Wyborcza.pl

Są na billboardach, ulicami jeżdżą oklejone nimi furgonetki, działacze fundacji pikietują z nimi pod szpitalami. Regularnie takie pikiety odbywają się m.in. pod oknami szpitala położniczego przy ul. Polnej w Poznaniu, największej porodówki w Polsce.

- Nie jestem przeciwna temu, że ktoś wyraża swoje poglądy. Ale powinniśmy wiedzieć, gdzie, w jakiej formie prowadzić dyskusje na tak ważne i drażliwe społecznie. Czy pokazywane są publicznie zdjęcia rozczłonkowanych zwłok dorosłych z hasłami: stop zabijaniu ludzi? Czy pokazywane są zdjęcia zmacerowanych zwłok topielców z hasłem: nie popełniajcie samobójstw, skacząc do wody? - pyta Kossowska.

Naukowcy też apelują

"Narażenie dzieci na kontakt z drastycznymi, brutalnymi i traumatyzującymi obrazami może znacząco wpłynąć na ich rozwój emocjonalny i behawioralny" - piszą autorki petycji. "Grupą podlegającą szczególnej ochronie powinny być dzieci i osoby z niepełnosprawnościami, które nie posiadają żadnych mechanizmów mogących chronić ich wrażliwość przed obecnymi w przestrzeni publicznej treściami drastycznymi. W szczególności problem dotyczy dzieci i osób niepełnosprawnych intelektualnie oraz autystycznych, które stanowią około 5 proc. populacji naszego kraju. Brak ochrony tej grupy przed traumą dotyka także ich rodziny, które muszą sobie same radzić ze skutkami, czyli zaburzeniami lękowymi i emocjonalnymi powstałymi w wyniku kontaktu z opisywanymi zjawiskami".

Powołują się też na "Apel naukowców dotyczący treści drastycznych w przestrzeni publicznej” opublikowany 3 stycznia tego roku. Podpisało się pod nim 28 psychologów, psychiatrów i neurobiologów, w większości związanych z Uniwersytetem Jagiellońskim. Wskazują oni na "negatywny wpływ, jaki ma ekspozycja treści drastycznych na zdrowie psychiczne dzieci". I postulują wprowadzenie zakazu prezentowania takich treści w przestrzeni publicznej. "Używanie zdjęć drastycznych w kampaniach społecznych powinno być kontrolowane przez władze i dopuszczone tylko w sytuacjach, gdzie na ekspozycję treści drastycznej nie są narażone dzieci oraz dotyczy ona wyłącznie docelowej grupy odbiorców (np. zdjęcia patologicznych tkanek prezentowane są tylko na opakowaniach papierosów)".

- Nie patrzymy na ten problem z punktu widzenia polityki, ale wiedzy psychologicznej - mówi psycholożka dr Anna Bereś, jedna z inicjatorek apelu naukowców i współautorka petycji. - Treści drastyczne są w Polsce mocno kontrolowane. Np. przy oglądaniu horrorów mamy ostrzeżenie, że przeznaczone są dla grupy wiekowej 16 plus i rodzice muszą zdecydować, czy ich dziecko jest gotowe na takie obrazy. Natomiast w przypadku plakatów antyaborcyjnych to nie działa. Oglądanie żadnych treści drastycznych nie powinno być przymusowe. A teraz mamy sytuację, że wszyscy są do tego zmuszani na ulicach, także dzieci - mówi.

Apel krakowskich naukowców powstał po tym, jak wojewoda małopolski unieważnił podjętą w listopadzie ub.r. uchwałę radnych Krakowa zakazującą prezentowania na plakatach czy billboardach w przestrzeni Krakowa drastycznych treści. Chodziło właśnie o antyaborcyjne plakaty. Dwa tygodnie temu miasto skierowało z kolei skargę do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego na decyzję wojewody. Sprawa jest w toku.

Autorki petycji przypominają też, że w Polsce obowiązuje Kodeks wykroczeń, który prezentowanie drastycznych treści w przestrzeni publicznej kwalifikuje jako wykroczenie: na podstawie art. 51 KW jako „inny wybryk zakłócający spokój, porządek publiczny lub wywołujący zgorszenie w miejscu publicznym” oraz art. 141 KW jako “umieszczanie nieprzyzwoitego ogłoszenia, napisu lub rysunku w miejscu publicznym”.  

W polskich sądach toczyło się w ostatnim czasie wiele spraw przeciwko działaczom wywieszającym drastyczne antyaborcyjne plakaty. W jednych zapadały wyroki uniewinniające, w innych zasądzano grzywny. Jeden z działaczy skierował w styczniu tego roku skargę do Trybunału Konstytucyjnego - chce, żeby trybunał uchylił przepis, na podstawie którego uznano go winnym wykroczenia. Chodzi właśnie o artykuł 141 Kodeksu wykroczeń.

Na początku stycznia tego roku z kolei politycy ruchu Polska 2050 Szymona Hołowni zapowiedzieli, że będą dążyć do zmiany prawa tak, by samorządy mogły skutecznie walczyć  z drastycznymi treściami prezentowanymi w przestrzeni publicznej. Z plakatami antyaborcyjnymi od dawna już walczą działacze Partii Razem, którzy w ramach akcji "Szantaż z dala od szpitala" pomagają m.in. w sprawach sądowych.

Głosy oburzenia przyjmuję ze spokojem

Agnieszka Kossowska po tym, jak opublikowała film z Frankiem i apel o podpisywanie petycji, odbiera wiele głosów wsparci, i wiele głosów od ludzi oburzonych. "Głosy oburzenia przyjmuję ze spokojem. Za każdym razem podkreślam, że nie jest to petycja pro- czy antyaborcyjna, lecz działanie prawodzieckowe. I nie zwątpiłam ani przez chwilę w słuszność podjętego działania. To my, dorośli, powinniśmy wiedzieć, w jakiej przestrzeni prowadzić dyskusję na tak trudny, delikatny i drażliwy społecznie temat. Prowadzić ją tak, by nie traumatyzować tych, o których w tej dyskusji ponoć chodzi" - napisała dwa dni temu na Facebooku mama Dzielnego Franka.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
    To sa zwyrodnialcy, jesli tak im sie podoba przemoc i ogladanie drastycznych scen pocietego ciala niech robia sobie to w domu, a nie publikuja to wszystkim ludziom, Nie chcemy zboczencow w Polsce, precz z patologia, precz z promowaniem zabijania, precz z pokazywaniem rozcietych martwych cial na ulicach, precz z Godek !!!
    już oceniałe(a)ś
    22
    0
    Polska to dziwny kraj... ludzie oglądają na banerach martwe płody i wielu to nie dziwi, ani nie oburza. Natomiast, gdy matka karmi dziecko w przestrzeni publicznej podnosi się larum.
    już oceniałe(a)ś
    19
    0
    Ludzie którzy wywieszają takie plakaty są ukształtowani w kulturze przemocy i śmierci, bo tym właśnie epatuje katolicyzm ze swymi wszechobecnymi wizerunkami zamordowanego Jezusa, z cierpieniem, bólem i ranami zadawanymi dla powolnego uśmiercenia (tzw. pasja). To ma służyć traumatyzowaniu człowieka! Podobnie jak ciągłe gadanie o grzeszności i wizerunki piekła. To wszystko ma służyć zastraszeniu jednostki i wymuszeniu jej posłuszeństwa!

    Katoliccy fundamentaliści, wzorem średniowiecznych inkwizytorów albo współczesnych muzułmańskich dżihadystów, jak kto woli, chcą nas siłą zakonserwować w tym rezerwacie. Tam kobieta nie ma prawa decydować o swoim ciele, bo za nią zdecyduje ksiądz "dobrodziej".

    Wstydliwa jest bierność nas wszystkich w sprawie tych banerów, tych furgonetek ryczących w centrum miasta kłamliwe brednie.

    Pozwalamy grupie oszołomów deptać naszą wolność poglądów, poczucie przyzwoitości, uczucia, inteligencję i estetykę.

    Brawo dla mamy Franka. Kropla w morzu, ale daje nadzieję.
    już oceniałe(a)ś
    19
    0
    Podpisałam :)
    już oceniałe(a)ś
    11
    0
    Bardzo chętnie bym podpisał,ale nie wiem gdzie
    @Glupiwiesniak

    Drogi głupiwieśniaku. W tekście pomiędzy napisem Petycja do premiera (poznasz po dużym czarnym napisie, a z góry i z dołu tego napisu jest trochę białego) a zdjęciem bilbordu z dużą ilością ciemnoczerwonego koloru, jest kilka linijek napisanego w czerwonym kolorze. Jak tam klikniesz, to trafisz na stronę, gdzie możesz podpisać.

    Przepraszam, że tłumaczyłem jak głupiemu, ale w demokracji każdy głos się liczy. Teraz podpisuj, trollu.
    już oceniałe(a)ś
    2
    3
    Dopóki pieprzone pisiory będą przy władzy, nikt z tymi debilami porządku nie zrobi. Te ich obrzydliwe bilbordy należy po prostu niszczyć !!!
    już oceniałe(a)ś
    5
    0
    pambuk jest z piSS
    już oceniałe(a)ś
    4
    1
    Chetnie podpisalabym ten apel. Uważam że obrońcy prawa do zycia ORDO IURIS wykorzystują sytuacje polityczną w Polsce. Kościół też sie panoszy w przestrzeni publicznej..... też wykorzystując poparcie rządu PIS. Ohyda
    już oceniałe(a)ś
    2
    0