Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

W poniedziałek przed budynkiem ambasady Białorusi krzyczała pani przez minutę. To był krzyk rozpaczy, próba zwrócenia uwagi czy wołanie o pomoc? 

Wszystko naraz. A dodatkowo to był też krzyk wkurwienia i wrzask bezradności. Bardzo prawdopodobne jest to, że Roman Protasiewicz dostanie najwyższą karę. A grozi mu kara śmierci. Kiedy widzisz, co spotyka młodego człowieka, który z jednej strony zrobił tak dużo, a z drugiej tak mało, zaczynasz się zastanawiać, co czeka ciebie. Jestem Białorusinką i wspieram oddolnie inicjatywy, fundację Humanosh i wszystkich, którzy pomagają tym, którzy zmuszeni zostali do ucieczki.

Tylko im pomagamy, a zastanawiamy się, kiedy ta ręka dotrze do Polski, bo przecież może w każdej chwili.

Boimy się, co jest absurdalne, bo przecież niczego złego nie robimy i naszą rolą jest obecnie kłócenie się z polskimi władzami o kwestie białoruskie. 

O co dokładnie się kłócicie? 

Choćby o warunki w ośrodkach dla uchodźców, w których latami ludzie czekają na dokumenty. A mają dowody w postaci odbicia żelazka na plecach. Znam mężczyznę, który cztery lata czeka na ochronę. Inne kwestie to choćby bezpłatna kwarantanna dla uciekinierów z Białorusi. Teraz muszą na granicy podać adres, pod którym odbędą obowiązkową kwarantannę, a oni nie mają takich adresów. Pomóc mogą wojewodowie, jednak ta pomoc nie jest udzielana. Interweniuję ostatnio cały czas i organizuję adresy dla przyjeżdżających. Straż graniczna odsyła tych ludzi z powrotem, do momentu uzyskania adresu, a wystarczy zadzwonić do centrum zarządzania kryzysowego i zgłosić taką osobę do bezpłatnej kwarantanny. Niedawno jeden z uciekinierów nocował na lotnisku. Uciekał przed sprawą karną założoną w Białorusi. Proszę sobie wyobrazić poziom stresu, kiedy przylatuje do Polski i napotyka takie bariery. 

Jak zareagowała pani na niedzielne wydarzenia na lotnisku w Mińsku, kiedy białoruskie służby porwały m.in. Romana Protasiewicza? 

Kolejny szok. Od dłuższego już czasu żyjemy w niekończącym się emocjonalnym rollercoasterze. Od połowy 2020 roku, kiedy zaczęły się liczne manifestacje, wciąż dochodzą do nas szokujące historie. Jak śmierć więźnia politycznego w ubiegłym tygodniu, który był kompletnie zdrowy, czy wsadzenie do więzienia ludzi, bo wystawili biało-czerwono-białe opakowanie od telewizora przed oknem, albo przeszli obok niewłaściwego miejsca w niewłaściwym czasie.

Bardzo szybko zbliżamy się do poziomu Korei Północnej. Wydarzenia z niedzieli to czyste uprowadzenie samolotu.

To kolejny zwrotny punkt, w którym ludzie związani z Białorusią, a obecnie przebywający poza krajem, muszą przejąć sztafetę w tym jednym wielkim ultramaratonie, dążącym do obalenia dyktatury. Teraz jest kolej na nasz krzyk. 

Ten krzyk wybrzmiał na konferencji Roberta Biedronia. Jak to się stało, że się pani tam znalazła? 

Miałam ostatnio kontakt z Agatą Diduszko z partii Wiosna, która wiedziała, że działam w kontekście białoruskim. Przyjęłam na siebie rolę bycia głosem i pośredniczką oddolnych inicjatyw, które może codziennie nie są tak widoczne, ale stale działają w poczuciu solidarności z ludźmi, zmuszonymi do ucieczki z Białorusi.

Wiem, że mówienie o problemach na głos działa, bo tylko wtedy takie głosy zostaną dostrzeżone.

Z Agatą Diduszko spotkałam się w tygodniu poprzedzającym porwanie samolotu przez służby białoruskie. Rozmawiałyśmy m.in. o zakresie problemów i o tym, co może zrobić Unia Europejska w związku z tym, co dzieje się za jej wschodnią granicą. Rozmawiałyśmy też w sprawie pomocy podziemnej grupie „partyzanka", która działa w Warszawie i potrzebuje magazynu. To ludzie zbierający sprzęt i ubrania dla Białorusinów. Pomogli już około 900 osobom. Potrzebują magazynu na trzymanie i dystrybucję tych darów. Pani Agata pomogła znaleźć kolejne miejsce magazynowe, a potem poprosiła mnie o udział w konferencji Roberta Biedronia, na której byłam jednym z gości. 

Co pani zdaniem w kontekście porwania Romana Protasiewicza, ale też wszystkiego, co dzieje się w Białorusi powinna zrobić Polska oraz inne kraje demokratycznego świata? 

Jakieś ruchy ze strony Polski już są, choćby zakaz lotów nad Białorusią, ale to są drobiazgi. Już wiemy, że Roman nie otrzymał statusu ochrony międzynarodowej. Polska niezwłocznie musi wykonać radykalne gesty, by sprowadzić go z powrotem. Nie znam procedur i nie wiem, czy to w ogóle możliwe. Mówię tak tylko na podstawie swojej intuicji.

Na arenie międzynarodowej na pewno powinna się skończyć ekonomiczna współpraca z Białorusią.

W sklepach Auchan są produkty firmy córki, należącej do dyktatora. Firmy z różnych krajów europejskich, np. z Norwegii, kupują białoruskie surowce, inne drewno. Firma córka Naftanu planuje podobno podpisanie kontraktu z polskim Orlenem. Ekonomiczna presja powinna zacząć się natychmiast i powinna być solidarna. Powinno być zadane pytanie do wszystkich firm-córek wspierających reżim i działających na terenie Polski. Według informacji ze strony państwowej Polska przyjmuje 56 proc. surowców z lasów Białorusi. To podstawa, by dokonać zmian. 

Zachęcam także osoby prywatne, nieobojętne na to, co się nadal wydarza, do okazania swojego wsparcia. Wspierać można na różne sposoby - pomocą w praktyce języka, oddaniem swoich ubrań albo po prostu wspólnym spacerem.

Proszę pisać do mnie bezpośrednio na Facebooku (Jana Shostak), wtedy będę mogła przekierować do odpowiednich zgrupowań. Póki czekamy na stanowcze działania rządu, to możemy zabrać się do działania. 

Wiecie, co dzieje się z Romanem Protasiewiczem? Od poniedziałku z Białorusi płyną różne informacje. Zdementowano już pogłoskę, że w stanie krytycznym leży w szpitalu. 

Żyjemy w dezinformacji. To jeden ze sposobów działania służb Łukaszenki. Oni mają swoje sposoby na zatajenie i przekręcenie prawdy. Nam zostaje domyślać się, co naprawdę tam się dzieje. Reżim Łukaszenki ma metody na to, by w niewidoczny sposób torturować osoby, a potem puszczać je na nagraniach. Podstawową zasadą jest zatem zero zaufania do dyktatorskiego reżimu. 

Jana Shostak jest aktywistką i artystką, ale przede wszystkim jest Białorusinką, która pomaga uciekinierom z Białorusi. W Poznaniu kończy doktorat ze sztuki mediów na Uniwersytecie Artystycznym. Niedawno przeprowadziła się do Warszawy, bo - jak mówi - w stolicy łatwiej jest pomagać.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.