Szybko postawili jej zarzuty: "udział w nielegalnym, masowym zgromadzeniu oraz nieposłuszeństwo podczas zatrzymania". Rozprawa trwała 17 minut. Dwie minuty później Marta usłyszała wyrok - 30 dni więzienia.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

25 marca w stolicy Białorusi doszło do masowych zatrzymań obywateli obchodzących nieoficjalne święto niepodległości. Dzień Wolności nie jest uznawany przez białoruskie władze. Marta była jedną spośród ponad 200 osób zatrzymanych tego dnia w Mińsku. Od roku pokaz siły reżimu Łukaszenki idzie ramię w ramię z determinacją białoruskich obywateli. Jednak siedząc w areszcie, Marta po raz pierwszy poczuła, że machina represji w końcu dopadnie każdego.

Przyjaźń z „Bałandziorem"

Najgorsza była nuda. Dla zabicia czasu Marta zaplatała dziewczynom kitki i warkocze. Po każdej stylizacji osadzone miały odgadnąć, która jaką aktorkę przypomina. Receptą na udany wieczór były także karty, które z łatwością mogła zrobić z papieru. O ile strażnicy nie zabrali go akurat przy przeszukiwaniu celi. Z każdym tygodniem nabierali coraz większej ochoty do wyrzucania rzeczy. Przeszukiwania były codziennie, o różnych porach. Strażnicy wysypywali wszystko na środek celi. Rozrywali nawet podpaski, w których dziewczyny przechowywały notatki lub fragmenty wierszy. Rzeczy, które jeszcze wczoraj nie zostały odebrane, zawsze mogły zniknąć następnego dnia.

Szybko zrozumiała, że cenne rzeczy musi trzymać zawsze przy sobie - najbezpieczniej w majtkach. Zwinięte długopisy, ołówki i kartki papieru przymocowała podpaską.

Nigdy ich nie wyciągała, nawet w nocy. Choć otarcia były bardzo bolesne, dzięki temu mogła pisać listy. Podczas całego pobytu dostała tylko jedną wiadomość od bliskich, mimo że paczki przychodziły raz w tygodniu. Wiedziała, że listy ginęły w rękach strażników. Zgodnie z regulaminem rodziny mogły przekazywać m.in. ubrania, owoce czy cukierki. Na początku strażnicy zgadzali się też na zeszyty i książki - po tygodniu przestali. Paczki stawały się coraz skromniejsze. Cenzura nie ominęła nawet kanapek z kiełbasą.

Pikieta 'Krzyczymy dla Białorusi' w Poznaniu, 29 maja 2021
Pikieta 'Krzyczymy dla Białorusi' w Poznaniu, 29 maja 2021  Fot. Łukasz Cynalewski / Agencja Wyborcza.pl

Marta robiła co mogła, by jej mózg nie zamienił się w warzywo. Chcąc rozweselić dziewczyny, udawała nawet wróżkę i przewidywała, co będzie na obiad. Niestety rzadko się myliła. Podstawą jadłospisu była bowiem „bałanda", czyli więzienna zupa, znana jeszcze z czasów Związku Radzieckiego, oraz kasza z konserwą mięsną. Gdy zabrakło szczęścia, trafiały na „mogiłę" - rybną mieszankę z ośćmi, głowami i ogonami. Choć Marta starała się nie wybrzydzać, nieraz chodziła spać głodna. Kluczem do dobrego żywienia okazała się jednak przyjaźń z Jankiem „Bałandziorem", który roznosił jedzenie. Walutą przetargową były papierosy. Przy oddawaniu aluminiowych naczyń dziewczyny wsuwały mu przez okienko w celi nikotynowe łapówki i liściki z pozdrowieniami. Odtąd każda miała do obiadu kubek herbaty tylko dla siebie - i to z możliwością dolewki. Raz Janek przyniósł nawet kawę i słodkie batoniki. Dziewczyny podzieliły je między siebie i siedząc w kącie na zimnej posadzce smakowały każdy okruszek.

„Więzienne dolce vita"

W więzieniu najlepszym przyjacielem okazała się puchówka. Im dłuższa, tym lepsza. Nie tylko ogrzeje, ale posłuży za pościel czy materac. Warto o tym pamiętać, wychodząc na protest, do pracy czy do sklepu. Zwłaszcza że więzienne prycze oferowały tylko dwie metalowe blachy. Ślady po nocy było widać dopiero podczas cotygodniowej kąpieli: posiniaczone nogi, plecy, poranione ramiona i łokcie. Choć więzienne prycze trudno nazwać łóżkami, ich posiadanie było przywilejem.

W ośmioosobowej celi przebywało 15 dziewczyn. Część z nich spała na kafelkowej podłodze, oczywiście tylko w nocy. Gdy strażnicy widzieli na kamerze, że ktoś położył się w ciągu dnia, kopali w drzwi: „Wstawać, nie leżeć".

Jednak w kwestii spania Marta miała wyjątkowe szczęście. Nie dość, że zajęła łóżko w kącie celi, to jeszcze dostała wymarzoną kurtkę po byłej osadzonej. Nazywała ten okres swoim „więziennym dolce vita".

Czas odliczała posiłkami. Pobudka o 7 rano i śniadanie. Z obiadem musiała czekać do 14. Kolacja rozpoczynała się o 18, a sen punktualnie o 22 - zawsze przy włączonym świetle. Podczas nocnego letargu Marta nasuwała jednak na oczy maseczkę przeciwko COVID-19. O ile do światła mogła się przyzwyczaić, o tyle wychwalanie Łukaszenki w rytmie radiowego disco polo było prawdziwą torturą. Podobnie jak nocne sprawdzanie obecności. Strażnicy wpadali nagle, w samym środku nocy. „Imię, nazwisko, data urodzenia". Każda musiała wstać do odpowiedzi. Marta długo potem nie mogła zasnąć. Przewracała się z boku na bok i czekała już tylko na śniadanie.

Największym wyzwaniem była toaleta. A dokładniej niewielka dziura w podłodze, naprzeciwko łóżek. W gwarze więziennej nazywana „rakietą". Kosmiczne analogie nie są tu bez znaczenia. Przy załatwianiu się Marta przybierała bowiem pozycję astronautki lecącej poza orbitę. Dla wielu dziewczyn udany „lot rakietą" graniczył jednak z cudem. Niektóre były tak skrępowane, że nie mogły załatwić się przez kilkanaście dni. Z powodu ostrego zapalenia jelit jedna z osadzonych trafiła do szpitala. Nic tak nie frustrowało Marty jak ciągłe proszenie strażników o rolkę papieru czy podpaski. Gdyby nie paczki od przywięziennych wolontariuszy, dziewczyny przez kolejny tydzień chodziłyby z plamami na spodniach. Dostały też charytatywne mydła, szczoteczki i pasty do zębów. Natychmiast wszystkie podbiegły do umywalki. Po czterech dniach Marta w końcu mogła przemyć bieliznę i umyć zęby. Nie przeszkadzała jej nawet lodowata woda.

Pikieta 'Krzyczymy dla Białorusi' w Poznaniu, 29 maja 2021
Pikieta 'Krzyczymy dla Białorusi' w Poznaniu, 29 maja 2021  Fot. Lukasz Cynalewski / Agencja Wyborcza.pl

Niebo za kratami

Przed wyjściem usunęła wiadomości w telefonie, zdjęła biżuterię, założyła czarne ubranie. I flagę Wolnej Białorusi. Ledwo weszła na główną ulicę Mińska, gdy drogę zajechał jej milicyjny van. Pięciu funkcjonariuszy chórem krzyknęło „Mamy Cię". Był późny poranek, więc zabawa w kotka i myszkę dopiero się zaczynała. Z czasem na białoruskich ulicach znikało coraz więcej osób. Komenda, do której przewieźli Martę, szybko wypełniła się zatrzymanymi.

Jedną dziewczynę służby wyciągnęły z domu, z łóżka. Dostała 3 lata za prowadzenie antyrządowego bloga.

Tłumaczyła oficerom, że administratorem strony jest jej mąż, który siedzi w więzieniu, ale już nie słuchali. Inne dziewczyny wracały tego dnia z pracy, ale zamiast do domu, trafiły do aresztu. Jedna miała kłopoty z powodu białej kurtki, druga nie powinna zakładać czerwonych spodni.

Dokładnie miesiąc później Marta czuła się, jak pierwszy człowiek na Księżycu. Wszystko wydawało się nowe i obce. Pierwszy raz od aresztowania zobaczyła trawę, drzewa, chmury. Podczas więziennych spacerów fragmenty nieba widziała tylko zza podwójnych krat. Pamięta dni, gdy wystawiała z dziewczynami twarze do słońca. Stały wtedy przy ścianie spacerniaka na paluszkach, jedna przy drugiej - jak na rozstrzelanie. Przed aresztem czekali na nią rodzice i przyjaciele. Była wdzięczna za wsparcie.

Choć marcowego „spaceru" nie żałuje, drugi raz tego nie zrobi. Wie, że jeśli ponownie ją złapią, zarzuty będą poważniejsze, może nawet kryminalne. Teraz próbuje nadrobić stracony czas.

Na szczęście znowu może spać w swoim łóżku. Na początku było dla niej stanowczo za wygodne, więc leżała na dywanie - oczywiście przy włączonym świetle.

Według Centrum Praw Człowieka „Viasna" w białoruskich aresztach przebywa obecnie 449 więźniów politycznych (stan na 30 maja).

Marta ze względu na bezpieczeństwo swoje i bliskich nie chciała występować pod nazwiskiem ani na zdjęciach.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej na ten temat
Komentarze
Zaloguj się
Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
Jak w Polsce,
już oceniałe(a)ś
7
1
a wszystko robi to taki ciepły człowiek. Karczewski, pokaż twarz szujo!
już oceniałe(a)ś
1
0
Marta "STOSUNKOWO cnotliwa" nie cierpi.. Słynna "K(..) za trzy miliony" pasie kolejne pokolenie nie wyskrobków Jadźki
już oceniałe(a)ś
0
5