Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Te zmiany miały "odmienić polskie drogi". Zagwarantować bezpieczeństwo pieszym, a także spowolnić jeżdżących z nadmierną prędkością kierowców. Premier Mateusz Morawiecki plan poprawy bezpieczeństwa pieszych zapowiedział w 2019. Po wypadku, który miał miejsce w Warszawie. 20 października małżeństwo z trzylatkiem w wózku przechodziło przez ulicę Sokratesa, gdy w rodzinę uderzyło pomarańczowe, podrasowane bmw. Samochód staranował mężczyznę, który szedł pół kroku przed resztą rodziny. Kierowca zaczął hamować zaledwie 30 metrów przed przejściem.

Przepisy gwarancją bezpieczeństwa?

Czekaliśmy dwa lata, aż 1 czerwca tego roku nowe przepisy, które miały spowodować, że do takich sytuacji nie będzie dochodzić, weszły w życie. Nowe przepisy co prawda gwarantują pierwszeństwo pieszemu przy wchodzeniu na pasy. Jednocześnie kodeks drogowy zakazuje korzystania z urządzeń mobilnych (telefonów, tabletów itp.) przez pieszych przechodzących przez jezdnię, również na przejściu dla pieszych. Zmiany nakładają na kierujących pojazdami obowiązek zmniejszenia prędkości w pobliżu zebry i ustąpienia pierwszeństwa nie tylko tym pieszym, którzy już znajdują się na pasach, ale także tym, którzy dopiero wchodzą na jezdnię. Nowe przepisy jasno mówią o pierwszeństwie pieszych na jezdni, jednak równie jasno zaznaczają, że nie będą oni mieli pierwszeństwa na torowiskach, gdy dopiero będą na nie wchodzili. Czy poprawi to bezpieczeństwo na drogach?

Ledwie miesiąc później, 1 lipca, przez przejścia dla pieszych na ul. Hetmańskiej, niedaleko skrzyżowania z ul. Kolejową, przechodziła 25-letnia Julia. Kobieta szła do pracy, gdy uderzył w nią samochód. 66-letni kierowca zeznał potem, że nie zauważył dziewczyny. Światła były wyłączone. 25-latka zginęła na miejscu.

Zdaniem komisarza Przemysława Kusika, naczelnika Wydziału Ruchu Drogowego Komendy Miejskiej Policji w Poznaniu, zaostrzenie przepisów na pewno zwróciło uwagę wszystkich uczestników dróg na problem bezpieczeństwa pieszych i bezpieczeństwa w ruchu drogowym w ogóle. - Za mało czasu minęło od zmiany przepisów, żeby jasno stwierdzić, czy jest bezpieczniej. Zauważamy, że szczególnie kierowcy, zbliżając się do przejść dla pieszych, są ostrożniejsi - mówi.

Nieznacznie też poprawiły się statystyki policyjne. Biorąc pod uwagę okres od czerwca do sierpnia 2020 roku i porównując go z tym samym okresem roku bieżącego, poznańska drogówka odnotowała znacznie mniej wypadków drogowych z udziałem niechronionych uczestników ruchu drogowego. - W 2020 r. mieliśmy ich 43, w 2021 r. - 18. Spadła też liczba kolizji z 41 do 22. Trzeba jednak pamiętać, że cały czas mamy bardzo specyficzną sytuację ruchową z uwagi na pandemię oraz bierzemy pod uwagę w zasadzie okres wakacji - zaznacza kom. Kusik.

Przepisy sobie, życie sobie

Potwierdza te dane także Włodzimierz Nowak ze stowarzyszenia Urbanator - pierwsze dane pokazują zmniejszenie liczby wypadków z pieszymi, z wielu miast Polski dochodzą głosy o wyraźnym zwiększeniu uważności kierujących pojazdami i zmniejszeniu prędkości w miastach. Zaznacza przy tym, że sondaże wskazują, że 40 proc. społeczeństwa nawet nie wie o tym, że przepisy się zmieniły. - Rząd nie przeprowadził żadnej kampanii w tym zakresie. A po drugie, obawiam się, że szybko o tych przepisach zapomnimy. W Polsce mieliśmy już od 1999 roku dobry przepis w rozporządzeniu o znakach obligujący do zwolnienia przed przejściem dla pieszych, by umożliwić pieszemu wejście i przejście. I choć niedawno podniesiono wadliwość delegacji dla tego przepisu w treści rozporządzenia, to jednak on obowiązywał i powinien być obecny w świadomości powszechnej. Mam więc ogromne obawy, że owa pierwsza fala poprawy szybko minie - uważa Nowak.

Wskazuje przy tym, że interpretacja nowych przepisów sprawia, że nakładane są mandaty nie na kierowców, ale na pieszych. - Ostatni przykład: Gliwice, gdzie dziewczyna, którą na pasach potrącił samochód, dostała mandat. Piesza wchodziła na zebrę, gdy kierująca znajdowała się ponad 25 m od przejścia, a i tak to piesza została ukarana - jak donoszą media - za nieprzewidywanie możliwości wyhamowania pojazdu. Przejście dla pieszych jest dobrze widoczne i piesza poruszała się kilka sekund w stronę przejścia, będąc widoczną dla kierującej, więc jest to niezrozumiałe - przypomina Włodzimierz Nowak.

Jest lepiej, ale wciąż nieidealnie

W przypadku wypadku na Hetmańskiej to nie piesza zawiniła, chociaż to ona za błąd kierowcy przypłaciła życiem. Po tym zdarzeniu zarówna rada osiedla Łazarz, jak i poznańska drogówka wymusiły na poznańskich urzędnikach wprowadzenie dodatkowych ograniczeń, które miały sprawić, że ulica stanie się bardziej przyjazna pieszym. Zwłaszcza że w okolicy znajdują się budynki mieszkalne. Wprowadzono więc ograniczenie prędkości z 70 do 50 km na godz. na każdym odcinku ulicy (wcześniej obowiązywało tylko na niewielkim fragmencie drogi). Włączono całodobowo sygnalizację świetlną na przejściu dla pieszych przy ul. Kolejowej. Wyznaczono także miejsce - wysepkę do bezpiecznych kontroli drogowych. Wcześniej takiego placu nie było i policja standardowych pomiarów prędkości nie prowadziła.

- Miasto w ostatnich latach wykonało ogromną pracę, żeby uspokoić ruch w Poznaniu. Pojawiło się wiele urządzeń bezpieczeństwa ruchu drogowego, w tym sławne "poduszki berlińskie". Wiele ulic zyskało nową organizację ruchu, uwolniono chodniki od samochodów, dając tym samym więcej przestrzeni pieszym. Zawężono przekroje dróg, wprowadzając między innymi parkowanie na jezdni i ruch jednokierunkowy. To dobre zmiany. Niestety, nawet te rozwiązania bywają ignorowane, głównie przez kierowców. Niektórzy świadomie nie stosują się do obowiązujących znaków, inni jeżdżą na pamięć, jeszcze inni w ogóle na znaki nie patrzą. To wszystko sprawia, że pozornie nawet na osiedlowej drodze, w strefie zamieszkania, bywa niebezpiecznie. Stąd też tak ważna jest samoświadomość wszystkich uczestników ruchu drogowego, czujność, uważność na drodze i nieprzecenianie własnych umiejętności - uważa kom. Przemysław Kusik.

I znowu za przykład można wskazać ul. Hetmańską, gdzie pomimo wprowadzonych zmian kolizje wciąż na się zdarzają, a ich przyczyna jest ta sama: nadmierna prędkość.

Potrzebujemy radarów i systemu red light

Skoro wiec same przepisy nie wystarczą, to co jeszcze? - Moim marzeniem jest podłączenie do CANARD - Centrum Automatycznego Nadzoru nad Ruchem Drogowym, działającego w strukturze Głównego Inspektoratu Transportu Drogowego - systemu red light - polegającego na rejestrowaniu przejazdów kierowców na czerwonym świetle. System ten został zamontowany na wielu skrzyżowaniach w ramach poznańskiego systemu ITS i niestety cały czas nie jest użytkowany, GITD odmawia podłączenia go do CANARD. Podobnie ma się sytuacja z fotoradarami na Grunwaldzkiej i Dąbrowskiego. Są sprawne, rejestrują przekroczenia prędkości, ale GITD nie chce ich włączyć do swojego systemu, pomimo tego, że władze Poznania chciały to sfinansować. Jeżeli urządzenia, które w tej chwili mamy, zostałyby podłączone do CANARD i kierowcy otrzymaliby mandaty za wykroczenia zarejestrowane z ich pomocą, to jestem przekonany, że Poznań stałby się jednym z najbezpieczniejszych miast w Polsce - mówi naczelnik poznańskiej drogówki.

Dodatkowo GITD mimo apeli odmawia także zainstalowania radaru na ulicy Hetmańskiej.

- A radar jest stopem dla kierowców. Dobrym rozwiązaniem są także garby przed samymi przejściami dla pieszych, przez które kierowca musi zwolnić. U nas te garby są montowane dopiero 20 metrów przed zebrą. Przydatne są także inteligentne światła, zwłaszcza w nocy, które powodują wtedy zwiększenie bezpieczeństwa. Z kolei system odliczania na światłach bardzo usprawnia ruch. Problem w tym, że kierowcy, zamiast patrzeć na to, czy już jest zielone, patrzą najczęściej w komórkę - dodaje Paweł Guzik, zastępca dyrektora Wojewódzkiego Ośrodka Ruchu Drogowego w Poznaniu.

- Każde urządzenie bezpieczeństwa ruchu drogowego sprzyja poprawie bezpieczeństwa na drodze. Warunkiem jest montaż i użytkowanie go zgodnie z przepisami. Jeżeli przed progiem zwalniającym, który znajduje się przed przejściem dla pieszych, mamy ograniczenie prędkości, to nie jest to "sugestia", ale nakaz dla kierowcy. Problem w tym, że wielu traktuje go w ten pierwszy sposób - uzupełnia kom. Kusik.

Supermiasta
CZYTAJ WIĘCEJ
Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.