- To nie jest nasz rząd ani nasz prezydent, to kolaboranci. Ukraińcy mówią teraz z dumą: "Jesteśmy Ukraińcami!". Ja i wielu moich znajomych Białorusinów czujemy coś odwrotnego: jakby ktoś mi moją ojczyznę skradł - mówi Stefan Kanstancin Hlushakou, dziennikarz telewizji Biełsat.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Wojna na Ukrainie [RELACJA NA ŻYWO]

Czego doświadczasz teraz w Polsce?

Stefan Kanstancin Hlushakou: Prowadzę grupę na Facebooku "Białorusini w Poznaniu", wchodzą na nią teraz przypadkowi ludzie z agresywnymi komentarzami, winią nas za wojnę. Znajomi Białorusini z Krakowa czy Warszawy też się z tym spotykają.

Przeczytam ci mail z hotelu w Warszawie: "Z uwagi na zaistniałą sytuację na świecie jesteśmy zmuszeni odmówić zorganizowania spotkania oraz noclegu w naszym hotelu, nie zgadzamy się z nieludzką polityką, jaką prowadzą Rosjanie czy Białorusini względem Ukrainy". A to spotkanie chcieli zorganizować Białorusini, którzy działają na rzecz opozycji, przeciw reżimowi Łukaszenki.

"Bardzo się cieszymy, że biznes reaguje na zaistniałą sytuację. Otrzymaliśmy jednak sygnał, że Białorusinom wraz z Rosjanami odmawia się pracy i wjazdu do Polski" - napisaliście w apelu do Polaków i polskich władz. Podpisało się ponad dwadzieścia organizacji zrzeszających Białorusinów w Polsce. I jeszcze: "Białorusini najpierw byli zmuszeni do ucieczki przed reżimem Łukaszenki na Ukrainę, teraz są zmuszeni do ucieczki z Ukrainy. Wiele osób nie ma wiz, niektórzy nie mają paszportów. Koniecznym rozwiązaniem jest przepuszczenie ich przez korytarz humanitarny razem z Ukraińcami i zapewnienie możliwości legalnego pobytu i pracy w Polsce". Ledwie dwa lata temu byliście dla świata bohaterami białoruskiej rewolucji, dziś wszyscy jesteście traktowani jak pomocnicy Putina?

- Ja sam mam w sobie mieszaninę uczuć. Studiuję na UAM w Poznaniu, dziekan mojego wydziału wydał odezwę "w sprawie agresji rosyjsko-białoruskiej wobec Ukrainy". Poczułem ból i wstyd, gdy to usłyszałem. Tak jest, Łukaszenka wspiera agresora. O co jednak apelujemy: żeby nie utożsamiać reżimu Łukaszenki ze wszystkimi Białorusinami. To nie jest nasz rząd ani nasz prezydent, to kolaboranci.

Ukraińcy mówią teraz z dumą: "Jesteśmy Ukraińcami!". Ja i wielu moich znajomych czujemy coś odwrotnego: jakby ktoś mi moją ojczyznę zabrał, skradł.

A dalej są inne uczucia: bezradność, gniew. Bo Białorusini po wystąpieniach 2020 r. zostali sam na sam w tej swojej walce. To, co się dzieje teraz, to jest też skutek tego, że w pewnym momencie nie dostaliśmy wsparcia z Zachodu, o które błagaliśmy, wołaliśmy jako naród. Dopiero, jak w Mińsku porwano samolot, na pokładzie którego byli obywatele innych europejskich państw, to pojawiły się sankcje.

Czuję gniew i bezradność, gdy słyszę też od Ukraińców: nie narzekajcie, tylko bierzcie broń i koktajle Mołotowa. U nas w 2020 r. armia Łukaszenki strzelała do bezbronnych ludzi. W swoim własnym domu Białorusini są bezlitośnie katowani. Ludzie dostają wyroki za to, że ktoś miał świeczki zapalone w oknach mieszkań na znak protestu. A teraz jak ktoś dostaje wyrok 10 czy 15 dób więzienia, to jest mało, to jest szczęście.

Większość niezależnych mediów działających w Białorusi, nawet lokalne strony czy social media, uznawana jest za "formacje ekstremistyczne", terrorystyczne. Ja już ponad rok jestem dla białoruskiej władzy terrorystą, bo telewizja Biełsat, w której pracuję, dostała takie wyróżnienie. Od dwóch lat nie byłem na Białorusi, nie widziałem bliskich.

Od kiedy jesteś w Polsce?

- Przyjechałem w 2012 r. na studia do Poznania, jako stypendysta programu polskiego rządu im. Konstantego Kalinowskiego. Studiowałem psychologię, teraz dziennikarstwo i komunikację społeczną na UAM. Pracowałem najpierw jako reporter w białoruskim radiu Racja, które ma siedzibę w Białymstoku, a teraz w Biełsacie.

Ile masz lat?

- 27. Urodziłem się w 1994 r., kiedy Łukaszenkę obrano na prezydenta, ja nie pamiętam innej twarzy na portretach. Wszędzie - w biurach, szkołach, instytucjach - te portrety wisiały, do niedawna portret Łukaszenki to była jedna z najtańszych rzeczy w sklepie papierniczym. Ja jestem dzieckiem dyktatury.

Stefan Kanstancin Hlushakou (stoi z prawej) podczas otwarcia wystawy 'Wy do nas z karabinami - my do was z kwiatami' w Baraku Kultury. Obok Przemek Prasnowski z Baraku Kultury
Stefan Kanstancin Hlushakou (stoi z prawej) podczas otwarcia wystawy 'Wy do nas z karabinami - my do was z kwiatami' w Baraku Kultury. Obok Przemek Prasnowski z Baraku Kultury  Uladzimir Martsinkevich

Ciebie nie udało się jednak dyktaturze uformować na swój wzór. A co ludzie na Białorusi wiedzą teraz o wojnie na Ukrainie, co o tym myślą?

- Była właśnie znamienna relacja w telewizji państwowej: pokazali, że Łukaszenka jeździł na nartach przez ostatnie dni.

Teraz?

- Tak! W momencie, kiedy trwa wojna, on jeździ na nartach i udaje, że nic się nie dzieje. Taki był przekaz dnia. Ale symboliczny to przekaz, bo on rzeczywiście może jechać na narty, ponieważ nie ma już absolutnie żadnej kontroli nad tym, czy z Białorusi będą wystrzeliwane rakiety, czy będą przez kraj szły rosyjskie wojska. Widać, że jest już tylko taką dekoracją, nic od niego nie zależy. Jak są posiedzenia sztabów wojskowych z Rosją - bo nie ma już naszego wojska, generałowie z Rosji rozkazują - Łukaszenka nic nie ma do powiedzenia.

Nie jestem tam teraz, więc na 100 procent nie mogę powiedzieć, jakie są nastroje wśród ludzi, ale pracuję w mediach, zbieram wiadomości i w mojej ocenie zdecydowana większość jest przeciwna wojnie.

Wcześniej Łukaszenkę popierało ok. 25 proc. ludzi. To jest też sporo. Propaganda działa. Mogę się podzielić prywatną historią, a właściwie tragedią. Mój brat miał żonę i czwórkę dzieci, teraz się rozwodzą. Bo rodzina jego żony jest bardzo... "watniki" mówi się o tym po rosyjsku, mają wyprany przez propagandę mózg. Tak silnie, że to wpłynęło na relacje w rodzinie. Dużo podobnych historii słyszę od znajomych. Brat przeciwko bratu. A gdy np. młodzi mieszkają za granicą, a rodzice w Białorusi bez dostępu do informacji, mają już zupełnie inny obraz świata.

Mamy też dwa słynne powiedzenia: "Moja chata z kraju"...

W Polsce też to znamy, podobnie: "Moja chata z kraja". Nieważne, co się dzieje, póki bezpośrednio nie dotyka mnie.

- I drugie: "Oby nie było wojny". To powtarzają zwykle ludzie starsi, którzy pamiętają czas wojny i oni wierzyli w tę narrację Łukaszenki, że on jest gwarantem pokoju. Teraz się śmiejemy i płaczemy: i co, oby nie było wojny... Myślę, że teraz Łukaszenka właśnie traci resztę poparcia.

Masz znajomych w Białorusi, którzy są w wojsku i mogą pójść na tę wojnę?

- Mąż znajomej dostał wezwanie, żeby się stawić na ćwiczenia. Pożegnał się z rodziną i na razie pojechał, nie wie, co zrobi dalej.

Dużo osób do mnie pisze i pyta, co robić. Pisze matka, że syn będzie miał 18 lat i ona się boi, że wezmą go na wojnę - bo w Białorusi jest pobór powszechny, dzieciaki są zabierane, gdy kończą 18 lat. Radzę jedno: wysłać syna jak najdalej od miejsca zamieszkania, nie zdradzać, gdzie jest. Zostaje tylko taka gra w chowankę. Lepiej już w więzieniu spędzić jakiś czas niż iść na tę wojnę. Na razie jednak wiadomości są pozytywne, że armia białoruska nie walczy.

Swiatłana Cichanouska zaapelowała do Białorusinów m.in. o to, żeby "zmobilizować matki, aby zapobiec posyłaniu ich synów, braci i mężów do walki z Ukraińcami. Wywierać presję na władze i wojskowe urzędy zaciągowe - żądać informacji o lokalizacji swoich ludzi i zaprzestać wysyłania ich na front", a także, by "wojsko białoruskie odmówiło udziału w wojnie lub stanęło po stronie Ukraińców". Myślisz, że taka reakcja żołnierzy białoruskich jest możliwa?

- Białoruskie wojsko nie chce walczyć z Ukraińcami. W odróżnieniu od Rosji, reżim Łukaszenki głosił przez lata narrację o przyjaźni ukraińsko-białoruskiej aż do momentu przełomu 2020/2021 r.

Panuje przekonanie, że nie ma bardziej bliskiego Białorusinom narodu niż Ukraińcy – co jest faktycznie zgodne z prawdą. Dlatego wątpię, żeby białoruscy żołnierzy podjęli walkę. Gdyby do tego doszło, sądzę, że będą rzucać broń, żeby zostać prędzej wziętymi do niewoli - to lepsze, niż zginąć na obcej dla nich wojnie.

Są też dobre wiadomości o licznych białoruskich jednostkach wojskowych w armii ukraińskiej, które walczą z rosyjską okupacją. Mam kilku przyjaciół w moim wieku, którzy zostali w Kijowie i działają na rzecz obrony terytorialnej. Takich działań, wraz z ogromnym wsparciem frontu przez wolontariuszy, jest coraz więcej. Zaprawdę powiadam: nie mamy czego się wstydzić jako Białorusini na emigracji.

Apel Cichanouskiej to odpowiedź na apele, które kierowaliśmy do niej. My, w imieniu organizacji białoruskich w Polsce, napisaliśmy mocno, bo uważamy, że jej reakcja na wojnę była niedostateczna. Sytuacja jest tragiczna dla Białorusi. Rosyjskie wojska są teraz na Białorusi i może to być już okupacja na stałe. Na papierze będzie Białoruś, ale w całości już zostanie przejęta. Trzeba działać w tej chwili, walczyć m.in. o sankcje wobec reżimu Łukaszenki podobne do tych wobec Putina, o uznanie Łukaszenki na arenie międzynarodowej za przestępcę, pozbawienie statusu dyplomatycznego i przedstawicielskiego w ONZ, OBWE i innych organizacjach międzynarodowych wszystkich osób z nim związanych. Opracować plan przejęcia kraju. Jesteśmy w tragicznej sytuacji, ale Rosja ma kłopoty, gospodarka będzie w upadku, to szansa dla nas. Wierzę, że to początek końca Putina i Łukaszenki. Bez wolnej Ukrainy nie będzie Białorusi. Musimy zwyciężyć, żeby przetrwać jako suwerenny naród.

A gdy rozmawiasz z Ukraińcami teraz?

- Ciężko mi w ogóle dyskutować z braćmi z Ukrainy - bo teraz już mówimy na nich bracia. Oni nie dość rozumieją kontekst białoruski. Część ludzi świadomych rozumie, ale część wrzuca na naszą grupę non stop apele "błagamy, żeby wasi żołnierze nie szli na wojnę". Jakbyśmy my chcieli na tę wojnę iść.

W Kijowie na placu Niebiańskiej Sotni upamiętniony jest Michaił Żyźnieuski, 25-letni Białorusin, który oddał życie za wolną Ukrainę, zastrzelony podczas rewolucji na Majdanie. To pierwszy cudzoziemiec, któremu pośmiertnie przyznano tytuł Bohatera Ukrainy.

Teraz w trakcie walk o miasto Bucza pod Kijowem zginął ochotnik Ilia „Litwin", z białoruskiego batalionu obrony terytorialnej Azow. Walczył w tym batalionie w 2014 r. i teraz znów się zgłosił. "Dzisiaj Rosja znowu pokazała swój charakter i podstępnie napadła na Ukrainę. My, Białorusini, nie możemy stać z boku i będziemy walczyć po stronie Ukrainy" – powiedział 24 lutego w nagranym filmie, który zamieścił w internecie.

Białorusini mają poczucie, że wspierali Ukraińców w ich dążeniach, ale że nie zawsze byli wspierani. Ukraińcy mówią: z waszego terytorium lecą na nas rakiety. Białorusini odpowiadają: bo wtedy, kiedy chcieliśmy skończyć z Łukaszenką, to Ukraina nie zajęła wyraźnej postawy, teoretycznie nas wspierała, ale nadal prowadziła handel z Białorusią. Ze strony Litwy, Polski mieliśmy wyraźne wsparcie, a Zełenski handlował z Łukaszenką paliwami i spotkał się z nim, kiedy u nas były już masowe represje, Łukaszenka rubasznie klepał go po plecach.

I takie dyskusje są teraz między wami?

- Tak, ale na naszym forum już nie. Ja bardzo szybko zacząłem je ucinać, stwierdziłem, że to jest bez sensu w tym momencie. Mamy też informacje, że te emocje są rozpalane przez rosyjskie źródła, żeby Ukraińców i Białorusinów skłócić. Był taki fake, że na granicy ukraińskiej zabito kierowcę tira z Białorusi. Z tego co wiem, ta informacja nie potwierdziła się. Teraz trzeba robić wszystko, co w naszych siłach, żebyśmy mogli działać razem.

Masz poczucie, że gdyby w 2020 r. Białoruś dostała większe wsparcie z Zachodu, to była szansa na obalenie Łukaszenki, który się chwiał i teraz wszyscy bylibyśmy w innym miejscu?

- Zdecydowanie. To były gigantyczne protesty, największe chyba protesty w tej dekadzie w Europie, wychodziło jednocześnie po 200-300 tysięcy ludzi w Mińsku. Białorusini do końca wierzyli, że tylko pokojowy protest miał szansę na sukces. Okazało się, że nie. Może zabrakło też jednak Białorusinom wiary w siebie.

Podczas otwarcia wystawy 'Wy do nas z karabinami - my do was z kwiatami' w Baraku Kultury.
Podczas otwarcia wystawy 'Wy do nas z karabinami - my do was z kwiatami' w Baraku Kultury.  Uladzimir Martsinkevich

Też słyszę dziś rady od Ukraińców, że powinniśmy to wtedy zrobić inaczej, przejąć władzę siłą. Ale to jest tak jakby 15-latek dyskutował z 5-latkiem. Temu 15-letniemu wydaje się, że tamten jest mały i głupi. A ten 5-letni jest jak na swój wiek bardzo zdolnym dzieckiem. Tym małym jest Białoruś, która w 2020 r. nie miała dojrzałego społeczeństwa obywatelskiego, takiego jak Ukraina. Czas przed wyborami to był pierwszy raz, kiedy Białorusini zobaczyli, ilu ich wspiera kontrkandydatów Łukaszenki, jak szybko się zbiera podpisy, jak dużo wolontariuszy się angażuje, jak potrafimy się sami zorganizować. To były narodziny solidarności. Zmiany były tak nagłe, że aż trudno było pojąć, ogarnąć, co się dzieje. A potem fala nienawiści, brutalności ze strony tych, którzy służyli reżimowi, nie wiedzieliśmy, co z tym zrobić.

Dla mnie osobiście bolesna jest też postawa Kościoła katolickiego. Moja rodzina jest głęboko wierząca, ja byłem ministrantem w Mińsku. Prawie co piąty Białorusin jest katolikiem. Pokładaliśmy duże nadzieje w Kościele, że odegra rolę jak w Polsce w latach 80. Mieliśmy nadzieję na wsparcie opozycji. A Kościół zajął postawę "módlmy się za pokój". Nie potępił wyraźnie przemocy reżimu, zaczął dogadywać się z władzami. Boi się, że Łukaszenka zacznie walczyć z Kościołem, więc szuka kompromisu. Ale o jakim kompromisie można mówić, gdy tylu wiernych doznaje represji! Moja rodzina jest totalnie zawiedziona tym milczeniem. Ja czuję się zdradzony przez Kościół.

Teraz znajomy, który jest księdzem i pracuje w administracji kościelnej przy archikatedrze w Mińsku, zwrócił mi uwagę na przesłanie arcybiskupa na Wielki Post. Nie ma w tym przesłaniu ani słowa o wojnie. O tym nieszczęściu ludzi, którzy mieszkają kawałek dalej. Jakby wojny nie było. To jest hańba.

Nie ma już szansy, że Białorusini wyjdą z tego wszystkiego bez straty. To jest totalna porażka, jeśli chodzi o reputację naszego kraju. Będziemy uważani za państwo agresora. Dlatego nie możemy milczeć. To, co może robić każdy z nas, to działać i pokazywać, że Łukaszenka to nie jest cała Białoruś.

W ciągu minionego półtora roku w Białorusi zatrzymano ponad 40 tys. osób, a ponad tysiąc jest obecnie w więzieniu z powodów politycznych. Wszczęto ponad pięć i pół tysiąca spraw karnych za wypowiadanie się przeciwko reżimowi. Ponad 20 osób zostało zabitych z powodów politycznych lub zmarło w niejasnych okolicznościach. Setki tysięcy Białorusinów zostało zmuszonych do opuszczenia kraju.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej na ten temat
Komentarze
Zaloguj się
Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
Wstyd mi za tych wszystkich, którzy mieniąc się Polakami walczą z ofiarami reżimu Łukaszenki. Białorusini, którzy do nas przyjechali uciekli przed prześladowaniami. Oglądają polską telewizję, przekazują informację jak jest naprawdę rodzinom w Białorusi i Rosji. Ich praca w przekazywaniu prawdy na tereny opanowane przez rosyjską propagandę jest nieoceniona. Każdy, kto odmawia usług, pracy, pomocy Białorusinom w Polsce jest poplecznikiem Putina i Łukaszenki, trzeba to rozumieć! Bardzo proszę redakcję o zmasowaną akcję informacyjną, żeby polscy obywatele to zrozumieli.
już oceniałe(a)ś
13
1
" dostałem stypendium im. Konstantego Kalinowskiego"...legendarnego " kastusia', przywódcy powstania styczniowego na Białorusi który pisał odezwy do chłopów po białorusku. Na Litwie był ksiądz Antonius Mackus ( Antoni Mickiewicz) , był też Ukrainiec Andrij Potiebnia, a rząd narodowy miał w pieczęci Orła, Pogoń ( Pahoń) i św. Michała archanioła patrona Rusi...dawno temu czytałem wiersz białoruskiego poety, pamiętam tylko jeden mały fragment " żeśmy na sprawę od pokoleń/ pospołu wyruszali w pole"...wiersz kończył się wiarą że Polacy Litwini Białorusini i Ukraińcy znowu będą braćmi i słowami : " jeśli nie było tak-to będzie "! Może ta wojna da początek świadomości jak wiele nas łączy, a przede wszystkim: umiłowanie wolności. Jakiś zagraniczny obserwator w 18tym wieku napisał " kozaków zaporoskich jest już niewiele ale ich wolnością oddycha cała Ukraina" . Dlatego caryca Katarzyna zniszczyła sicz zaporoską. Dziś granica Ukrainy i Białorusi z Rosją to granica wolności.
już oceniałe(a)ś
6
1
Co do KK to palcem nie kiwnie jeśli Łukaszenka nie nadepnie mu na odcisk. W Polsce KK powiedział się przeciw władzy ludowej, bo ta działa wbrew jego interesom. Gdyby władza ludowa sypała na tacę choćby pół z tego co głupia zmiana, czarni modlili by się za czerwonych.
już oceniałe(a)ś
2
0
Rozumiem, czuję to samo. Jak w cywilizowanych krajach np. melduję się w hotelu to też poza dowodem chciałbym dodać "ale ja nie jestem homofobem"
już oceniałe(a)ś
1
0
Nie wiem czy to już teraz czy za chwilę, to musi określić białoruska opozycja ale lepszej okazji niż nadchodzi może już nie być. Na ulicy musi być milion osób. Wg mnie nie da się już żyć z tym Łukaszenką po tym wszystkim
już oceniałe(a)ś
1
0
Przez lata godzili się na stopniowe, krok po kroku, łamanie prawa i praworządności ......i teraz mają reżim.
@Pl11
Ale nie Ci, którzy protestowali i nadal protestują przeciwko Łukaszence. Nie możemy zapomnieć o naszym, nie tak dawno, poparciu Polski dla walczącej Białorusi i wspólnemu śpiewaniu ?Murów??
już oceniałe(a)ś
0
0