Lokalne redakcje "Gazety Wyborczej" już po raz trzeci wystawiają na licytacje Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy pierwsze strony swoich piątkowych wydań magazynowych. Naszą akcję w Poznaniu wspiera znakomita tenisistka, Magda Linette.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Magda Linette (rocznik 1992) – pochodząca z Poznania tenisistka, od ośmiu lat nieprzerwanie jest w pierwszej setce rankingu WTA. Najwyżej sklasyfikowana była na 33. miejscu, dzięki czemu znajduje się wśród pięciu najlepszych polskich tenisistek w historii. Od 2015 r. zawodniczka AZS-u Poznań regularnie występuje w turniejach wielkoszlemowych. W trakcie kariery wygrała dwa turnieje WTA – w Nowym Jorku (2019) oraz Hua Hin (2020). W poprzednim sezonie wygrała również dwa turnieje deblowe – w Charleston oraz Eastbourne.

W stycznia wystąpiła w turnieju Australian Open. W czwartek, 26 stycznia tenisistka Magda Linette zagrała o finał wielkoszlemowego Australian Open. Niestety pokonała ją piąta rakieta świata, Białorusinka Aryna Sabalenka. Rozmawialiśmy online w niedzielę, 15 stycznia, tuż przed rozpoczęciem turnieju.

TUTAJ MOŻNA LICYTOWAĆ

Magda Linette wspiera aukcję Wyborczej Poznan
Magda Linette wspiera aukcję Wyborczej Poznan  Gazeta Wyborcza

Mateusz Jarmusz: Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy to ponad 30 lat wspaniałej historii. Ma pani jakieś wspomnienia z czasów dzieciństwa, które od razu przychodzą do głowy, kiedy słyszy pani skrót „WOŚP"?

Magda Linette: – Dostawałam czerwone serduszko do przyklejenia i rodzice tłumaczyli mi, o co w tym wszystkim chodzi. 

To już jest kultura „WOŚP", bo obecnie nie wyobrażamy sobie stycznia bez tego wydarzenia. Pomaganie jest już w nas na stałe.

Czy zdarzało się też pani kwestować?

– Nigdy nie miałam niestety takiej okazji, bo właściwie od 12. roku życia zaczęłam wyjeżdżać za granicę na różne turnieje. Juniorzy wyjeżdżają już właściwie od grudnia, a więc ten sezon zaczynał się dla mnie bardzo wcześnie. Ale wszystko przede mną, bo czemu mam tego nie zrobić pewnego dnia, jak już będę miała na to czas?

Dołączyła pani do akcji „Wyborczej" na rzecz WOŚP. Ale w ramach 31. finału można też wylicytować kolację z panią. To pierwsza taka okazja?

– Tak, jak na razie testujemy, jakie będzie zainteresowanie. Przy moich wyjazdach to nie jest łatwe od strony logistycznej. Do tej pory zawsze dawałam różne rzeczy na licytacje – czy to rakiety tenisowe, czy stroje, ale chyba nigdy nie byłam do końca zadowolona z tego, bo miałam wrażenie, że mogę pomóc bardziej. Mam nadzieję, że to wypali, bo licytacja idzie dobrze, jest zainteresowanie i to mnie cieszy. W końcu chodzi o to, żeby uzbierać jak najwięcej pieniędzy. Oprócz tego sama też na pewno coś dorzucę „do puszki".

A nie chciała pani wystawić meczu?

– Szczerze mówiąc myślałam o tym i nie wykluczam tego w przyszłości. Jednak najpierw chcę zobaczyć, jak wyjdzie z kolacją. Taki trening czy mecz sparingowy też byłby opcją, ale ponownie pojawiają się problemy logistyczne. Byłby to na pewno trudniejszy temat niż kolacja. Sprawdzimy, jak ludzie podejdą do takiej propozycji, a w kolejnych latach być może będziemy myśleć o czymś innym. Może się okazać, że ludziom bardziej zależy na rozmowie, poplotkowaniu i dowiedzeniu się czegoś z tenisowego świata.

W końcu nie każdy gra w tenisa, a rozmawia każdy. Jednak jeżeli ktoś przyjdzie na kolację z rakietą, to dostanę pewną podpowiedź.

2022 r. był dla pani czasem przegranych finałów w rywalizacji singlowej, ale za to pojawiły się sukcesy w deblu. Jaki był z pani perspektywy?

– Na pewno kontuzjogenny. 2021 r. stał dla mnie pod znakiem dochodzenia do siebie po operacji, a kolejny również wywołał trochę problemów zdrowotnych. Przez to też w swojej grze musiałam trochę pozmieniać i zaadaptować się do obecnych możliwości. Moje ciało już niestety nie daje sobie rady z takimi przeciążeniami jak kiedyś. Równocześnie cały czas wisiała nade mną presja rankingu i spadających punktów, a więc – rok walki. Było to trudne psychicznie, bo chciałam dużo udowodnić, na treningach grałam bardzo dobrze, a przy stresie meczowym nie wszystko wychodziło tak, jak trzeba. Dlatego był to trudny rok, a zwłaszcza jego początek. Kiedy już wzięliśmy głębszy oddech, wszystko sobie poukładaliśmy i udało się przenieść postawę z treningów na mecze, to było już lepiej.

2022 r. dał nam też optymizm, że jesteśmy na dobrej drodze. Zdrowotnie jest już dużo lepiej, bo nie oszukujemy się, ile mam lat, i staramy się zmniejszać przeciążenia. Nie jest to łatwe, bo jestem przyzwyczajona do bardzo dużej liczby treningów i do tej pory na nich budowałam swoją pewność siebie. Jednak już się przyzwyczaiłam do zmian i czuję się z nimi bardziej komfortowo.

Magda Linette podczas finału w Chennai
Magda Linette podczas finału w Chennai  ARUN SANKAR / AFP / EAST NEWS

Najważniejszy sportowy moment tego roku?

– Trudno mi wybrać jeden. Dobrze już było od Pragi, później zaczęłam dochodzić do finałów, więc czas po Wimbledonie był na pewno najlepszy. Chociaż nie mogę zapominać o wcześniejszej wygranej w Paryżu z Ons Jabeur – to pokazało, że idziemy w dobrym kierunku. Końcówka roku też była pozytywna. Oczywiście bolał przegrany finał w Chennai, mnie chyba najbardziej, bo mój zespół był bardzo pozytywnie po nim nastawiony. Mogłam być z siebie zadowolona, bo przez tydzień walczyłam z chorobą i kontuzją, a mimo to udało się to zwalczyć. Jednak dla mnie zabrakło tej wisienki na torcie.

Czy zauważa pani, że z kolejnymi latami kariery, dzięki doświadczeniu, czuje się pani lepiej w grze deblowej?

– Wydaje mi się, że nie. Po prostu podchodzę do tego spokojniej i mam więcej frajdy z gry deblowej. Nie biorę tego aż tak na poważnie, bo nie jest to mój priorytet. Przy deblu nie czuję takiej presji. Równocześnie uważam, że poziom deblowy nie jest aż tak wysoki jak w singlu. Dlatego bardzo dobre singlistki są w stanie osiągać bardzo dobre wyniki w deblu. Nie jestem fizycznie w stanie udźwignąć obu odmian na pełen etat, dlatego gram debla tylko od czasu do czasu. Muszę być zdrowa i grać z osobami, które lubię i pasują mi tenisowo. Nie jestem deblistką, która jest w stanie zagrać z każdą partnerką. Potrzebuję konkretnego stylu gry, który dopasowuje się do tego, co ja potrafię na korcie. W 2022 r. były te niezłe wyniki deblowe, ale nie przykładam do tego aż takiej wagi.

Czyli to, co osiągnęła pani w singlu, stawia pani wyżej niż wygrany turniej debla w Charleston?

– Tak, chociaż tam byłam bardzo z siebie dumna, bo w singlu też zagrałam bardzo dobrze i fizycznie dałam radę kontynuować to w deblu. Miałam też ogromną frajdę ze wspólnej gry z Andreją Klepac. Szczerze – to planowałam w tym roku zagrać z nią nawet cały sezon, ale ona niestety skończyła grać. Pod koniec roku bardzo ją prosiłam, żeby jeszcze to przemyślała, ale nie dała się namówić. Ona mi bardzo pasowała, co przełożyło się na sukces. Nie jestem deblistką, nie trenuję debla właściwie w ogóle, więc potrzebuję na korcie pomocy.

Za panią już wiele lat kariery. Co pani uznaje za swój największy sukces?

– Moim zdaniem całokształt. Jestem jedną z niewielu dziewczyn, które już od ośmiu lat są w pierwszej setce rankingu WTA. Przez ten cały czas nie wypadłam z niej na ani jeden tydzień. I to mimo poważnej kontuzji, operacji i bycia przez pięć miesięcy poza grą. Tak naprawdę Australian Open, który przez to straciłam, był pierwszym od ośmiu lat turniejem wielkoszlemowym, który mi przepadł. Ani na chwilę nie spadłam poniżej pewnego poziomu, a to jest bardzo trudne.

Dostać się do pierwszej setki to jedno, ale utrzymać się w niej, grając regularnie w największych turniejach, to jest dopiero coś.

Ten rok zaczęła pani udanie, bo w United Cup osiągnęła pani z resztą reprezentacji Polski bardzo dobry wynik. Pokonaliście Kazachstan, Szwajcarię, Włochy i dopiero USA okazało się za mocne. Jak pani ocenia te debiutujące rozgrywki?

– Taki format jest dla mnie fantastyczny. Uwielbiam grać takie turnieje grupowe dla Polski, wtedy jest zupełnie inna atmosfera. Moi trenerzy często powtarzają, że jednym z większych moich problemów jest to, że ja uwielbiam grać dla kogoś i przez to najbardziej odnajduję się właśnie w takich turniejach. Kiedy mam drużynę za sobą, gra mi się dużo lepiej. Tak samo było na Billie Jean King Cup. Widać, że czuję się komfortowo, kiedy jestem częścią drużyny i nawzajem się wspieramy. Dla mnie United Cup był fantastyczny i podobnie uważa wielu tenisistów z innych krajów. Usłyszałam nawet głosy, że był to najfajniejszy turniej w ich życiu. Cieszę się również, że zaczęłam sezon od trzech wygranych z rzędu, co do tej pory mi się nie zdarzyło. Tym razem swój silnik musiałam odpalić trochę wcześniej i szybciej wejść na wyższe obroty, ale wydaje się, że to działa.

Aż szkoda, że takiego drużynowego formatu nie ma na igrzyskach olimpijskich.

– Trochę tak, ale mam nadzieję, że taki fajny turniej będzie kontynuowany, a ja będę jego częścią jeszcze przez parę lat.

Cały początek roku spędza pani w Australii. Czy jest trochę czasu na pozwiedzanie i czas dla siebie, czy skupia się pani jedynie na treningach i regeneracji?

– Trochę jest takiego luźniejszego czasu, ale to też zależy dla kogo. Nie jestem zawodniczką rozstawioną w samym Melbourne i mam większe trudności z przyznaniem miejsca na treningi w danych godzinach. Trzeba się dopasowywać i często nie są to godziny przyjemne, dlatego trudne jest pogodzenie wszystkiego, ale na pewno jesteśmy w stanie coś zobaczyć. Nie ma tego za dużo, szczególnie jak dni są bardzo ciepłe. Wtedy nie chcę dodatkowo fizycznie męczyć swojego ciała. Mimo wszystko większość czasu to treningi, fizjoterapia i odpoczywanie we własnym pokoju. Oczywiście im mniejszy turniej i im mniej zawodniczek, tym łatwiej jest zorganizować sobie czas dla siebie.

A ma pani jakiś kraj, w którym czuje się najbardziej komfortowo?

– Wszyscy się ze mnie zawsze śmieją, że najlepiej czuję się w Azji, ale ja wcale nie czuję się tam komfortowo. Jednak z jakiegoś powodu swoje największe sukcesy odnosiłam właśnie tam. Wydaje mi się, że po prostu mam tak, że im trudniejsze są warunki, tym lepiej mi idzie. Nie wiem, dlaczego tak jest. A jeżeli chodzi o miejsce, gdzie się dobrze czuję, to na pewno wybrałabym Anglię. Lubię tam wracać. Być może to wpływ ludzi, bo same turnieje nie są jakieś niesamowite. Pod względem turnieju bardzo lubię Indian Wells w Kalifornii. Tam wszystko jest fantastycznie zorganizowane, jednak jednocześnie nie każdy turniej w USA lubię. Czuję się tam już o wiele lepiej, w końcu dużą część roku spędzam w tym kraju, ale droga do tego była długa. Czułam się tam nie na miejscu, ale teraz już jest inaczej.

Jaki wynik w Australian Open panią zadowoli?

– Generalnie jestem realistką, a więc nigdy nie wyskakuję z nie wiadomo jakimi oczekiwaniami. Po prostu chciałabym pierwszy raz dojść do drugiego tygodnia i z tego bym się bardzo cieszyła. Wiele razy wydawało mi się, że mój tenis na to zasługiwał, a jak przychodziła presja, to nie radziłam sobie z tym. Dlatego dla mojej pewności siebie i samozadowolenia czekam na drugi tydzień.

W deblu też pani wystąpi?

– Tak, gram w parze z Chinką Wang Xiyu.

A jaki jest cel Magdy Linette na cały sezon 2023?

– Być zdrową. Ostatnie dwa sezony były trudne, momentami nawet traumatyczne, jeśli chodzi o kontuzje. Teraz udało mi się wrócić na odpowiednie tory, a więc chcę to kontynuować. Złapałam fajny pomysł na to, co robić na korcie, i pewność siebie, a więc jeżeli będę zdrowa, to wyniki same przyjdą.

„Wyborcza" gra z WOŚP

„Gazeta Wyborcza" jak co roku gra razem z WOŚP. Nie tylko zapowiadamy i relacjonujemy związane z finałem wydarzenia – ale też sami zbieramy pieniądze. Już po raz trzeci proponujemy coś wyjątkowego: pierwsze strony dziewiętnastu magazynów lokalnych „Wyborczej".

Osoba, która zadeklaruje najwyższą stawkę, będzie mogła na naszej piątkowej „jedynce" zaprezentować siebie, swoją firmę, swoją pasję czy ulubione zakątki w mieście. Licytacje pierwszych stron odbywają się pod hasłem „Stwórz razem z nami pierwszą stronę tygodnika lokalnego »Gazety Wyborczej«". A to dlatego, że artykuły i zdjęcia powstaną we współpracy z dziennikarzem i fotoreporterem. Licytacje zakończą się 29 stycznia. Szczegóły na wyborcza.pl/wosp.

Tutaj można dołączyć do licytacji pierwszej strony Tygodnika Poznań

Zasady publikacji

1. Materiał zostanie stworzony we współpracy z lokalną redakcją „Gazety Wyborczej"; tekst, fotografie itp., składające się na materiał, podlegają akceptacji redakcji i zwycięzcy aukcji.

2. W materiale nie mogą się pojawić przekazy noszące znamiona niezgodnej z prawem reklamy.

3. Materiał nie może być niezgodny z linią programową redakcji „Gazety Wyborczej".

4. W materiale nie mogą się pojawić przekazy mogące naruszyć prawo, dobre obyczaje lub prawa czy dobra osobiste osób/podmiotów trzecich.

5. Materiał musi spełniać standardy obiektywizmu.

Gramy dla WOŚP
WESPRZYJ
icon/Bell Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
    Pani Magda jest bardzo sensowną babką. Warto też posłuchać wywiadu nią na YT w Hejt Parku - bardzo dobra rozmowa. Serdecznie pozdrawiam.
    już oceniałe(a)ś
    1
    0