Dzień bez telefonu komórkowego został wymyślony dekadę temu przez internautów, którzy wysyłali sobie "łańcuszek" z sugestią, by 15 lipca nie korzystać z komórki. Jeśli cofniemy się o dwie dekady, to przypomnimy sobie, że wówczas "dzień bez komórki" większość Polaków obchodziła przez cały rok. W połowie lat 90. z telefonów komórkowych w Polsce korzystało zaledwie 75 tys. osób. Teraz liczba aktywnych kart SIM w naszym kraju wynosi ok. 60 mln. Z okazji Dnia bez telefonu komórkowego przypominamy czasy, gdy ten system dopiero raczkował - zarówno w Polsce, jak w Poznaniu i Wielkopolsce. Oto siedem historii o komórkach z pierwszej połowy lat 90. i siedem reklam firmy Centertel z drugiej połowy lat 90.
REKLAMA
1 z 7
Telefon komórkowy? A co to jest? Urzędnik: drugorzędna zabawka (1990-1991)
Telefony komórkowe to takie, które instaluje się w samochodach albo nosi w kieszeni. Są połączone radiowymi falami ultrakrótkimi i nie potrzebują przewodów. Można z nich również korzystać w biurach i mieszkaniach.
Taki telefon ma kosztować tysiąc dolarów, a miesięczny abonament sto. W kolejce czeka już 200 tys. chętnych - to fragment tekstu Gazety Wyborczej z listopada 1990 roku.
Na początku lat 90. teksty na temat systemu telefonii komórkowej trzeba było zaczynać mniej więcej w taki sposób - od tłumaczenia, czym te całe komórki są. W końcu nikt lub prawie nikt ich w Polsce nie miał, bo cały system dopiero powstawał. Zresztą, posiadanie telefonu stacjonarnego nie było wtedy żadną normą, więc komórki miały stanowić dla nich uzupełnienie lub nawet alternatywę.
W krajach wysoko rozwiniętych biznesmeni instalują je w samochodach, żeby cały czas być w kontakcie z firmą. Dla nas, w Polsce, najważniejsze jest, że instalacja telefonów komórkowych jest prosta i szybka. W dużych miastach mogłyby one uzupełnić wątłą sieć telefoniczną - pisała optymistycznie Wyborcza w marcu 1991 r.
Optymistów brakowało za to wśród urzędników. - To droga i drugorzędna usługa, zabawka - mówił jeden z wyższych urzędników Ministerstwa Łączności w marcu 1991 roku. Resort przekonywał też, że usługi telekomunikacyjne w Polsce były już całkiem rozwinięte przed wejściem komórek.
2 z 7
Warszawa i Lech Wałęsa z komórkami (czerwiec 1992 roku)
Przetarg na operatora powstającego systemu telefonii komórkowej w Polsce przedłużał się w nieskończoność (cóż, przy takim podejściu urzędników Ministerstwa Łączności...), w tym czasie komórki zdążyły zacząć działać m.in. na Węgrzech.
W końcu, 19 czerwca 1992 roku, polski system został uruchomiony - na początek w Warszawie. W ciągu pierwszych 4-5 miesięcy komórki w stolicy miało ok. 1,4 tys. osób. Tak wynika z tekstu z października 1992 r., gdzie - znów - czytelnikom trzeba było wytłumaczyć, jak komórki działają...
Za pomocą telefonów komórkowych można się połączyć z dowolnym abonentem w kraju i za granicą. Centrala MTX umożliwia także połączenie ze zwykłymi telefonami. Telekomunikacja komórkowa to rodzaj łączności bezprzewodowej, która działa wykorzystując technikę radiową oraz system nadajników. Każdy z nich obsługuje pewien obszar zwany komórką. Sam telefon przekazuje swój sygnał do stacji bazowej, na terenie której akurat znajduje się abonent. Jednym z użytkowników takiego telefonu jest prezydent Lech Wałęsa. Centertel podarował mu telefon w ramach akcji promocyjnej. Zastępca dyrektora firmy Krystyn Antczak nie chciał nam jednak ujawnić wysokości rachunków płaconych przez prezydenta.
3 z 7
Poznań tuż po Warszawie (październik 1992 r.), potem Gdańsk (1993)...
Od środy 28 października 1992 roku telefony komórkowe działały w Poznaniu. Dopiero potem system został uruchomiony w Katowicach, Gdańsku, Wrocławiu, Łodzi, Szczecinie, czy Krakowie.
- W ciągu trzech lat system telefonii komórkowej ma objąć swoim zasięgiem ponad połowę kraju. Wielkie miasta zostaną połączone tzw. korytarzami, czyli przekaźnikami ustawionymi wzdłuż głównych szlaków komunikacyjnych - zapowiadali na konferencji prasowej przedstawiciele Centertelu, czyli firmy stworzonej przez Telekomunikację Polską SA (51 proc. udziałów) oraz amerykańską firmę Ameritech i francuską France Telecom mające po 24,5 proc. udziałów.
W czerwcu 1994 roku przedstawiciele Centertelu zapowiedzieli w Poznaniu wprowadzenie na polski rynek mniejszych i tańszych telefonów komórkowych. Poza tym, otworzyli na Wierzbięcicach swój trzeci po Warszawie i Gdańsku salon sprzedaży. - Nie chcemy wykosić naszych dystrybutorów z rynku - zastrzegał się Michał Ciemiński, kierownik marketingu Centertelu w Poznaniu.
W nowym salonie sprzedaży działała sekcja obsługi klienta. - Każdy nasz abonent będzie mógł tu na miejscu wyjaśnić wszystkie ewentualne problemy związane np. z rachunkami za rozmowy - twierdził Zbigniew Makowski z Centertelu. - Mamy połączenie komputerowe z centralą w Warszawie - dodawał. W planach było także uruchomienie w salonie serwisu, a także profesjonalnego punktu instalacji telefonów komórkowych w samochodach.
Kolejnym - po Warszawie i południowo-zachodniej Polsce - obszarem, na którym oficjalnie rozpoczęła pracę sieć telefonii komórkowej było Trójmiasto. Stało się to w sobotę 16 stycznia 1993 roku.
W dniu uruchomienia sieci w Trójmieście działało blisko 90 telefonów komórkowych, a w całej Polsce - ponad trzy tysiące. Pół roku później, w lipcu 1993 roku, abonentów było już 8,2 tys.
Na początku września 1993 r., Adam Ważny, właściciel sklepów odzieżowych, został 10-tysięcznym abonentem. Z rąk prezesa PTK Centertel odebrał w związku z tym nowiutką Nokię.
4 z 7
Jak dzwonić z Winograd na Piątkowo? Instrukcje dzwonienia (1992-1994)
Instrukcje z tym, jak dzwonić z komórki i na komórkę, pojawiały się niemal w każdym tekście o przyłączeniu kolejnych miast do systemu.
W przypadku Warszawy brzmiała ona tak...
Aby dodzwonić się z Warszawy z normalnego telefonu do właściciela takiego urządzenia trzeba będzie wykręcić kierunkowy 902 i numer telefonu komórkowego. Z telefonu komórkowego po wykręceniu cyfry 2 będzie można połączyć się z dowolnym abonentem w Warszawie. Można będzie też dzwonić za granicę.
A tak w przypadku Poznania...
Aby dodzwonić się z normalnego telefonu do właściciela "komórki", trzeba wykręcić "0" a następnie kierunkowy "90" i numer telefonu komórkowego. W telefonie komórkowym wybiera się natomiast kierunkowy miasta, do którego dzwonimy (w większości przypadków taki sam, jak w sieci Telekomunikacji) i numer abonenta. Nawet dzwoniąc z Winograd na Piątkowo, trzeba wystukać "61", ale żeby zadzwonić na policję, wystarczy już tylko "997". Można też dzwonić za granicę, ale nie można za granicą używać aparatu z Centertela.
W Poznaniu w 1994 roku stacje nadawczo-odbiorcze znajdowały się na gmachu Akademii Ekonomicznej i wieży radiowo-telewizyjnej na Piątkowie, a swoim zasięgiem obejmowały całe miasto i okolice aż po Swarzędz oraz odległość około 15 kilometrów trasy na Berlin i Warszawę.
W czerwcu 1994 roku z komórek w Polsce korzystało już 24 tysiące osób, z czego 3,5 tys. w Poznaniu. W lipcu 1995 roku w Polsce było 57 tys. abonentów, z czego w okręgu poznańskim - 9,3 tys.
5 z 7
Komórka za cztery średnie pensje (1992), potem jeszcze VAT (1993)
Ile ta cała zabawa kosztowała? Sporo. Na początku sam telefon komórkowy kosztował więcej niż cztery średnie miesięczne pensje w Polsce. Przeciętne wynagrodzenie w 1992 roku wynosiło ok. 2,94 mln zł, a najtańszy aparat kosztował 12,16 mln zł.
Podłączenie aparatu do sieci równało się wydaniu 7 mln 150 tys. zł. Miesięczny abonament stanowił równowartość 25 dolarów (w maju 1992 roku za jednego dolara trzeba było zapłacić ok. 13,8 tys. zł, co daje 345 tys. zł). Minuta rozmowy kosztowała ok. 5 tys. zł - ta cena też zależała od aktualnego kursu dolara.
Ale czym była ta cena przy możliwościach komórek, o których stale informowała prasa...
Z przenośnego telefonu komórkowego można dzwonić idąc ulicą, łowiąc ryby, tkwiąc w samochodzie uwięzionym w korku lub podróżując pociągiem. Można go nosić w kieszeni lub torebce, albo zainstalować w samochodzie.
W styczniu 1993 najtańszy aparat wraz z podłączeniem kosztował już ok. 21 mln zł, a pół roku później - 22,82 mln zł. Wszystko przez wprowadzenie VAT.
Spowodowało to nie tylko podwyżkę cen aparatów, ale też rozmów, abonamentu, i podłączenia telefonu w sieci telefonii komórkowej Centertel. Ceny usług zwiększyły się o 7 proc. Za minutę rozmowy przez telefon komórkowy płaciło się więc równowartość 34 centów plus 7 proc. VAT. Za miesięczny abonament (wraz z VAT) trzeba zapłacić 484 tys. 710 zł, a za podłączenie telefonu do sieci (opłata jednorazowa) - 9 mln 737 tys. zł (wraz z VAT).
Po wprowadzeniu VAT o 22 proc. zdrożały telefony komórkowe. Za najdroższy i najmniejszy dostępny telefon (wtedy najmniejszy był taki, który mieścił się w kieszeni) trzeba było wraz z 22-proc. VAT zapłacić 34 mln 282 tys. zł.
Od 1 lutego 1994 r., dzięki umowie Centertelu z Telekomunikacją Polską, abonenci telefonów komórkowych płacili tylko za połączenia, które sami rozpoczęli. Wcześniej za rozmowę płaciły obie strony.
6 z 7
VIP-y z komórkami - Gawronik zastrzeżony, szef Goplany z ręcznikiem, WBK zadowolone (1994)
Jacy znani biznesmeni z Poznania używali komórek w połowie lat 90.?
Prezes Goplany Janusz Rutkowski swój telefon komórkowy trzymał owinięty w mały ręcznik frotte. Jego znajomi tłumaczyli: nie lubi dotyku chłodnej słuchawki. - Zmroziło mnie, gdy zobaczyłem, jak odwija go z ręcznika i przykłada do ucha - mówi współpracownik Janusza Rutkowskiego. - Zimą to jeszcze rozumiem, ale w te upały. Jedna z sekretarek potwierdzała, że telefon jest owinięty nawet w upały: - Prezes teraz wypoczywa. Ale jeszcze przed wyjazdem telefon chłodził ręczniczkiem.
W Wielkopolskim Banku Kredytowym używało się kilku telefonów komórkowych. Służył przede wszystkim szefom banku. - Z całą pewnością już zarobiły na siebie - chwalił ich zakup Marek Rejmer, dyrektor Departamentu Administracyjnego WBK. - Kierownictwo dużo jeździ służbowo. Dzięki telefonom komórkowym mamy z nim ciągłą łączność.
Na kupno telefonów komórkowych dla Zakładów Cegielskiego zdecydował ich dyrektor Zbigniew Rosolski. - Nie wyobrażam sobie pracy bez komórki. Ale dyrektor Rosolski tylko niektórym kontrahentom dopisuje na wizytówce numer swojej komórki - mówiła Zofia Łabędzka, asystentka dyrektora.
Tomasz Tywonek, rzecznik prasowy Centertela, uważał telefon komórkowy za genialne narzędzie do kontroli pracowników. - Kiedyś uniknąłem gniewu swojego szefa. Przypomniał mi, że mam spotkanie w Poznaniu - wspominał.
W biurze informacyjnym Centertela można było poznać numery abonentów, jeśli tylko nie były zastrzeżone. Swój numer zastrzegł m.in. senator Aleksander Gawronik.
Wśród abonentów byli już też wtedy m.in. oo. paulini z klasztoru jasnogórskiego.
7 z 7
Leszno i Kalisz z telefonią komórkową (1994-1995)
Z czasem komórki zaczęły działać też w innych miastach Wielkopolski. W Leszczyńskiem, według wstępnych sondaży, nowym systemem miało być zainteresowanych ok. 500 osób, w tym kilkadziesiąt firm, instytucji i osób prywatnych. Wśród tych ostatnich są nawet rolnicy, którzy w najbliższym czasie nie mają szans na otrzymanie normalnego telefonu - pisała Gazeta Wyborcza Poznań. Leszno zostało podłączone pod koniec 1994 roku, po montażu tzw. stacji bazowych na elewatorze zbożowym w Lasocicach i w Bronowie koło Góry Śląskiej oraz w Domachowie pod Gostyniem.
Od kwietnia 1995 roku telefonem komórkowym mogli posługiwać się mieszkańcy Kalisza, a to dzięki uruchomieniu przekaźnika Centertela na maszcie telewizyjnym w Chełmcu.
Kaliski przekaźnik zapełnia ostatnią białą plamę w telefonii bezprzewodowej w Wielkopolsce (poza Poznańskiem działają już przekaźniki w Leszczyńskiem i Konińskiem). Uruchomiony w sobotę nadajnik i działający od dwóch tygodni maszt w Sieradzu pozwala utrzymać stałą łączność z użytkownikami podróżującymi na trasie Poznań-Łódź - pisaliśmy w Gazecie Wyborczej Poznań.
GW swoimi artykułami przekonuje mnie do tego aby nie wykupić abonamentu.
Co to za szmaciany artykuł którego muszę otworzyć następne strony, jak by nie mógł być napisany w całości. MIEJSCA NA REKLAMY BRAKUJE?
Zobaczcie jak można coś obrócić w bzdurę. Prezes Rutkowski ani chłodził , ani grzał te pierwszą "cegłę" bo ręcznik frotte nie chłodzi (co za bzdura). Zapomnieliśmy , że taki telefon w 1993 roku , przed denominacją, kosztował kilkanaście milionów złotych. I nie chodziło o chłodzenie czy grzanie , tylko o ostrożność przez uderzeniem , upadkiem, uszkodzeniem,, zgnieceniem np. w bagażu...
@PIOTR JEZIERSKI
Jeśli jednak ściśle fizycznie podejść do zagadnienia, to chyba jednak "grzał", na tej samej zasadzie jak "grzeje" nas ciepła kurtka czy czapka. Telefon, jak każde urządzenie elektryczne, wytwarza ciepło (tyle że niewiele, bo moc ma niewielką). Owinięcie go w ręcznik utrudnia odpływ wytworzonego ciepła, więc telefon się nagrzeje (chociaż trudno powiedzieć czy będzie to zauważalny efekt).
Eh, Co ja bym dał by wrócić chociażby do roku 2001 kiedy kupiłem swoją pierwszą komórkę. Trochę cegłowata z antenką na stałe. I cała przyjemność korzystania z niej polegała na tym, że obcując z osobami widzącymi można od nich było się uczyć co jest jak się coś nadusi ileś razy.
Nauka na pamięć obsługi telefonu dopiero wtedy nabrała realności dla mnie.
To były czasy, w których telefon służył do dzwonienia i ewentualnie napisania smsa. Pyszne czasy!!!!!
Wszystkie komentarze