Więcej
    Komentarze
    Powiedzmy sobie szczerze, że większość z opisanych tu przypadków wynika albo z bezsensownej organizacji ruchu, albo wadliwego oznakowania. Jest też inny powód: traktowanie po macoszemu kwestii organizacji ruchu rowerowego. Dlaczego nie wykonano za jednym zamachem kontrapasa na całej ul. Kościuszki, tylko na niewielkim jej odcinku? Dzięki temu nie ma praktycznie możliwości bezpiecznego przedostania się z okolic Górnej Wildy/Starego Browaru w kierunku północnym. Ani na 2 pasmowej Kościuszki, ani w szerokiej Ratajczaka nikt nie uwzględnił do tej pory potrzeb rowerzystów. Później się dziwić, że śmigają chodnikiem, skoro alternatywą jest jazda al.Niepodległości lub objazd Krakowska-Rybaki-Strzelecka-Podgórna (ew. Półwiejska jeśli ktoś lubi kluczyć między ludźmi).
    @poziomka000 Mnie się wydaje, że łamanie ( nagminne ) przepisów przez rowerzystów wynika z ich nonszalancji w kwestii podejścia do reguł ruchu drogowego. To, że oznakowanie na drogach jest często słabe nie upoważnia mnie jako kierowcy do jego lekceważenia. Nietety rowerzyści uważają inaczej.
    już oceniałe(a)ś
    2
    3
    @starykomentator2015 Nagminnie przepisy łamią kierowcy, i to znacznie częściej niż rowerzyści. Przypomnę jednak, że do kierowania pojazdem mechanicznym niezbędny jest egzamin państwowy obejmujący praktykę oraz znajomość kodeksu drogowego. Niestety znaczna część kierowców uważa, że mimo to SĄ UPOWAŻNIENI do łamania przepisów.
    już oceniałe(a)ś
    3
    1
    Nadużyciem jest mówienie w tych przypadkach o "łamaniu przepisów". To są przykłady zagubienia w gąszczu nielogicznych rozwiązań na poznańskich jezdniach. Ciekawe jak by zachował się kierowca jadący jednokierunkową ulicą, gdyby, bez uprzedzenia i możliwości zjazdu, zobaczył znak zakazu dalszego poruszania się.w tym kierunku. Prawdopodobnie zignorowałby go. Wątpię, by kombinował, jak (po której stronie, a może chodnikiem?) ma dalej się przemieszczać. Rowerzyści często są właśnie w takiej sytuacji. Jadą do jakiegoś celu, ale w Poznaniu jednolitej drogi rowerowej prowadzącej z konkretnego miejsca do określonego punktu (np. z Dworca Głównego PKP do Urzędu Miasta) zwyczajnie nie ma. Dla organizatorów ruchu rower to nie pojazd, więc o "łamaniu przepisów" nie powinno być mowy.
    @koleprawdy Złe oznakowanie i chaos organizacyjny, to jedno. Jest nie mniej ważna sprawa niewiedzy, braku wyobraźni, brawury czy "świętokrowia" Z całym szacunkiem i poparciem dla rowerzystów i rowerów w mieście... duża część używających rowerów, zachowuje się wysoce nieodpowiedzialnie. Częsty"obrazek": jazda kontrpasem pod prąd, zjazd na jezdnię, nagły skręt na pasy lub skręt na czerwonym (bez zielonej strzałki). Oczywiście w wariantach :] np "tylko" nagły wjazd na pasy z chodnika, etc. P.S. Czy ktoś wie, jaki to "geniusz" uwolnił rowerzystów od posiadania karty rowerowej ?
    już oceniałe(a)ś
    0
    2
    @tt Gdy przesiadłem się z samochodu na rower, strasznie wkurzały mnie te złe nawyki rowerzystów, jak właśnie jazda kontrapasami "z prądem", brak świateł po zmroku, jazda chodnikiem itp. Z czasem jednak doszedłem do wniosku, że tak samo jak nie mamy jeszcze kultury jazdy samochodem w Polsce i ona dopiero powstaje, tak samo, a może nawet tym bardziej, nie mamy kultury jazdy rowerem i też trzeba trochę czasu, bo ona powstała. Przecież dopiero od 4-5 lat mamy wysyp rowerzystów, co mnie nota bene niezmiernie cieszy, bo oznacza, że przyjmujemy dobre wzorce komunikacyjne zachodniej Europy. Rowerzystów już mamy, choć liczę, że będzie ich jeszcze więcej, infrastruktura rodzi się w bólach, ale sukcesywnie powstaje. Czas na edukację i w to muszą się włączyć samorządy, którym powinno zależeć, by rowerzystów było dużo, byli bezpieczni, a kwestią ich bezpieczeństwa jest też znajomość zasad drogowych i odpowiedzialna jazda. Nie ma się też co oszukiwać, że rowerzystów da się "wyszkolić" do przestrzegania wszystkich przepisów. W krajach rowerowych jak Holandia czy Dania socjologowie stworzyli cały dział psychologii transportu związanej z rowerami i z lektury artykułów jasno wynika, że rowerzyści są bardziej skłonni do ignorowania pewnych przepisów, na całym świecie. Ale zanim kierowcy zaczną się oburzać, warto zauważyć, że rowerzysta łamiący przepis zagraża przede wszystkim sobie, kierowca - przede wszystkim innym. Dlatego we wspomnianych krajach przymyka się oko na to łamanie przepisów (co jest określane jako zasada "no enforcement", w odróżnieniu od "law enforcement" - czyli coś jest zakazane przepisami, ale prawo nie jest egzekwowane), a czasem dane zachowanie wpisuje się do kodeksu jako dozwolone (np. niedawno Francja zezwoliła na przejazd rowerzysty na czerwonym przed przejściem wyznaczonym poza skrzyżowaniem, bo ryzyko wyrządzenia krzywdy pieszemu przez rowerzystę jest znikome, czy w niektórych stanach USA znak "stop" rowerzyści mogą traktować jako "ustąp pierwszeństwa" /Idaho stop/). Co się tyczy karty rowerowej - obowiązku jej posiadania nie ma nigdzie w Europie, nie wiem czy jest gdziekolwiek, gdzie została ratyfikowana Konwencja Wiedeńska. Warto zauważyć, że posiadanie prawa jazdy po pierwsze nie gwarantuje znajomości aktualnych przepisów, tylko ich znajomości w momencie uzyskiwania uprawnień. A przepisy się zmieniają i to dość często, również w newralgicznych, związanych z bezpieczeństwem działach. Nieraz spotykam się ze stwierdzeniem "a mnie na kursie uczyli..." No i co z tego? Przepisy nie są wieczne. Po drugie prawo jazdy jest uprawnieniem do prowadzenia i obsługi pojazdu danej kategorii, a nie uniwersalnym dokumentem gwarantującym brak zagrożenia ze strony jego posiadacza. Znów wracamy do konsekwencji, które powoduje nieumiejętne prowadzenie samochodu, w porównaniu do nieumiejętnego prowadzenia roweru. Po trzecie, ponieważ zwiększanie ruchu rowerowego wszystkim się opłaca, jakiekolwiek bariery "wejścia" nie są pożądane. Nowa Zelandia wprowadziła parę lat temu obowiązek jazdy w kasku i okazało się, że liczba rowerzystów spadła i to znacznie, bo dla części osób konieczność jazdy w kasku była odstręczająca z różnych względów (z jakich, można poszukać w internecie, nie będę się wgłębiać). Bezpieczeństwo oczywiście nie wzrosło, a jedną głupią decyzją na drogach przybyło wiele tysięcy kierowców w samochodach. I podobnie sprawa by się miała z obowiązkiem uzyskania karty rowerowej. Po prostu część osób by z jazdy rowerem zrezygnowała.
    już oceniałe(a)ś
    2
    0
    @krscp Dziękuję za podjęcie dialogu i rozbudowany komentarz. Szczególnie, że zgadzam się z większością przedstawionych argumentów. Oprócz: :) tego, że (jakoby) rowerzyści nie są zagrożeniem (oczywiście w żadnym stopniu nieporównywalnym z autami). Bo np mogą być przyczyną groźnych wypadków samochodowych, a i poturbowanie przez rowerzystę starszej osoby (np na chodniku). Argument, że cel uświęca środki - czyli nie znam, nie rozumiem przepisów, ale będę jeździć i w ten sposób osiągnie się wymarzoną "masę krytyczną" - nie przemawia do mnie w żadnym stopniu. Tak czy inaczej, kończy się i zaczyna na poczuciu ODPOWIEDZIALNOŚCI WSZYSTKICH użytkowników ruchu. A z tym w PL bardzo kiepsko (i nie tylko na drogach :| ). P.S. Jeździłem ponad 10 lat rowerem, 12 miesięcy w roku. Do chwili, gdy poziom chamstwa drogowego spowodował we mnie permanentne poczucie zagrożenia.
    już oceniałe(a)ś
    0
    0
    @tt Ja nie napisałem, że nie stanowią żadnego zagrożenia, tylko że ryzyko poważnych konsekwencji błędu rowerzysty jest mniejsze, niż błędu kierowcy. Oczywiście można sobie wyobrazić hipotetyczną sytuację, gdzie nieodpowiedzialne zachowanie rowerzysty doprowadza w konsekwencji do śmiertelnego wypadku, może nawet da się znaleźć przykład, ale zdarza się to bardzo rzadko. Podobnie pieszy, który też jest uczestnikiem ruchu, może przyczynić się do wypadku, w którym ktoś zginie. Z tym że konsekwencje błędu ponosi przede wszystkim ten niechroniony uczestnik ruchu, czyli rowerzysta i pieszy, co widać jak na dłoni w statystykach wypadków. I tak samo od pieszego nikt nie wymaga uprawnienia do poruszania się po drogach, choć nikt nie zaprzeczy, że pieszy zasady poruszania się po drogach znać powinien. Żeby przenieść to na inną, analogiczną sytuację, zabić można tak samo pistoletem, jak i nożem kuchennym. Ale w większości cywilizowanego świata jednak uznaliśmy, że posiadanie pistoletu niesie ze sobą większe ryzyko zrobienia komuś krzywdy i osoba nim posługująca się powinna zdobyć specjalne uprawnienie. Niejedno zabójstwo popełniono nożem kuchennym czy siekierą, niejeden obciął sobie palca nożem, ale nikt przy zdrowych zmysłach nie będzie żądał wprowadzenia pozwolenia na posiadanie noża. PS. Ja dla odmiany dostrzegam ostatnio sporą poprawę zachowania kierowców w Poznaniu wobec rowerzystów, więc może czas na odkurzenie roweru ;)
    już oceniałe(a)ś
    0
    0
    @krscp No tak, wszystkie przykłady jasne, znane i (aż nadto) czytelne :) I faktem jest, że trochę się poprawiła sytuacja rowerzystów na drogach. Łącznie z większą uwagą kierowców. A ja znowu ale ;) czyli moje krytyczne uwagi generalnie dotyczą edukowania użytkowników dróg. Nieważne czy kierowcy, rowerzysty, pieszego czy wrotkarza. Chodzi też o atmosferę na drogach. A ona często oscyluje w okolicach stanu wyjątkowego. Różni miszczowie kierownicy, pędzący "na oślep" rowerzyści, szaro-burzy piesi na poboczach dróg itd. itp. Edukacja i jeszcze raz edukacja. Załączam pozdrowienia. P.S. Co znanego porównania pistoletu i noża, to narzędzia te różni jednak funkcja. Nóż jest wielozadaniowy, pistolet, jedno. W zasadzie każdym przedmiotem można zrobić krzywdę drugiemu człowiekowi. Pistolet nacelowany jest (sic!) na jeden cel. A co do odkurzenia roweru, to aktualnie jestem w trakcie rozważania tej kwestii :)
    już oceniałe(a)ś
    0
    0
    Bardzo trafne zestawienie, jeżdżę codziennie rowerem po mieście. Znam te absurdalne i nielogiczne oznakowania (np. ul. Bukowska), gdyby rowerzyści chcieli się do nich stosować to więcej czekali by na zmianę świateł niż jechali. np. skrzyżowanie z ul. Polną i i po kilkuset metrach z ul. Szylinga. Takie przypadki można mnożyć. Wniosek z tego jest oczywisty, że większość z tych rozwiązań "ułatwień" opracowali ludzie, którzy nie maja jak sprawnie i bezpiecznie rozwiązać organizację ruchu rowerowego w Poznaniu.
    już oceniałe(a)ś
    7
    1
    Czy ten ranking ma służyć edukacji, czy siepaczom naczelnika Klimczewskiego, by wiedzieli, gdzie się zasadzać na rowerzystów z gwarancją dobrego zarobku?
    już oceniałe(a)ś
    3
    0
    Po raz drugi w ostatnim czasie zwracam uwagę, że pomylona jest ulica Żeromskiego z Przybyszewskiego. Dzieli je skrzyżowanie z Dąbrowskiego, a Szamarzewskiego przecina już tą drugą ulicę.
    już oceniałe(a)ś
    3
    0
    Bardzo niebezpieczny jest odcinek drogi rowerowej na skrzyżowaniu krakowska/strzelecka. Jadąc od strony krakowskiej rowerzyści powinni przejechać na drugą stronę jezdni i dalej do Kazimierza Wielkiego jechać drogą rowerową wyznaczoną na chodniku, a jadą prosto, wjeżdżając pod koła samochodów skręcających z krakowskiej w strzelecką. Większość dziwi się, że jedzie pod prąd (nie czyta znaków), ale zdarzają się tacy co robią to z premedytacją, bo jest szybciej...
    już oceniałe(a)ś
    1
    0
    istotne to jest chyba przede wszystkim: dlaczego?
    już oceniałe(a)ś
    0
    0
    W ignorowaniu drogi rowerowej szczególnie przodują zawodnicy sekcji kolarskiej KS Stomil. Za przejazdem kolejowym na Starołęce aż do rozjazdu na Głuszynę / Rogalin ciągnie się piękna ścieżka rowerowa, położona specjalnie dla cyklistów. No ale przecież profesjonaliści nie będą się zniżać do jej korzystania, lepiej całą grupką jechać ulicą stwarzając tym samym zagrożenie w ruchu. Cud, że do tej pory nie doszło tam do wypadku z udziałem rowerzysty.
    @wendene Inna rzecz, że w Poznaniu niestety brakuje sensownych dróg rowerowych. Bezpieczny i sprawny przejazd rowerem z jednego końca miasta na drugi jest praktycznie niemożliwy.
    już oceniałe(a)ś
    7
    1
    @wendene kierowcy o wszystkich ścieżkach mówią, że są piękne. Ale radziłbym przejechać się na takiej na rowerze szosowym (nie rowerze kostkobrukowym). Poza tym trening kolarza wymaga stałego wysiłku, a nie takiego wciąż przerywanego czekaniem na światłach, omijaniem zaparkowanych na ścieżce samochodów i przeskakiwaniem krawężników, a niestety tak wygląda korzystanie ze ścieżek w Poznaniu.
    już oceniałe(a)ś
    6
    1
    @mamacyprys Z całym szacunkiem, kolarz to nadal rowerzysta i obowiązują go przepisy, podobnie jak innych uczestników ruchu. Nie ma więc znaczenia czy w danym momencie uprawia dyscyplinę sportową, czy też jedzie na zakupy. Nie ja jestem autorem prawa o ruchu drogowym. Sam lubię pojeździć na rowerze (choć oczywiście wyłącznie rekreacyjnie) i rozumiem wszelkie bolączki cyklistów, jednak opisana przeze mnie powyżej sytuacja jest nagminna i niestety stanowi zagrożenie dla trenujących. Czy jak kierowca samochodu / motoru / innego pojazdu będzie się przygotowywał do rajdu / wyścigu, to również ma wtedy prawo do przekraczania przepisów? Rozumiem nieszczęśliwą sytuację kolarzy, ale bezpieczeństwo przede wszystkim.
    już oceniałe(a)ś
    2
    2
    @wendene Trochę koloryzujesz. Po pierwsze, na Starołęckiej nie ma "ścieżki położonej specjalnie dla cyklistów". Jest droga dla pieszych i rowerów - tak nazywa się w przepisach. W rzeczywistości to zwykły chodnik z czerwonej kostki bauma, na którym zarządca drogi postawił znak C-13/C-16. Zastanawiam się z czym to porównać i przyszedł mi do głowy, słuszny nota bene, powód oburzenia kierowców, gdy na Jeżycach wprowadzono SPP i okazało się, że na gruntowej, zabłoconej Norwida nagle trzeba było zacząć płacić za pozostawienie samochodu. Tylko z powodu ustawienia tam znaku "płatne parkowanie" błotnista szosa nie stała się parkingiem, choć znaki mówią co innego. Po drugie, wyjaśnij proszę, z jakiego powodu uważasz, że rowerzysta stwarza większe zagrożenie na drodze wyposażonej w drogę dla rowerów niż na tej, która nie posiada takiego udogodnienia. Jeśli nie jest to autostrada czy droga ekspresowa, gdzie nagły widok rowerzysty dla kierowcy może być zaskoczeniem, a dopuszczalne prędkości są większe przez co czas reakcji musi być krótszy... Po trzecie, lamie przepisy tylko ten rowerzysta, który porusza się w kierunku Poznania. Ten jadący w kierunku odwrotnym nie ma obowiązku poruszania się drogą dla rowerów wyznaczoną po drugiej stronie drogi. Kwestią sporną jest również, czy droga dla rowerów i pieszych stwarza taki sam obowiązek, co droga dla rowerów. Rozstrzygnięcia sądów nie były jednoznaczne, ostatnio zmieniło się nieco rozporządzenie i miało to klarować sprawę, ale parę dni temu jednak rowerzysta z Wrocławia wygrał sprawę w I instancji, bo sąd uznał, że droga dla rowerów a droga dla pieszych i rowerów to dwa różne twory i obowiązek jazdy jednym nie oznacza obowiązku drugim.
    już oceniałe(a)ś
    2
    0