Fot. Przemek Wierzchowski / Agencja Wyborcza.pl
50 tysięcy gniewnych ludzi
Lekarze, diagności laboratoryjni, elektroradiolodzy, technicy radioterapii, medycyny nuklearnej, fizjoterapeuci, masażyści, pracownicy ratownictwa medycznego - w ramach Porozumienia Zawodów Medycznych - walczą w sobotę w stolicy o swoje prawa.
- Przeciętna płaca elektroradiologa z kilkuletnim stażem i doświadczeniem w publicznej lecznicy wynosi ok. 1500 zł na rękę - mówi Aleksandra Kaczmarek, elektroradiolog z Poznania i prezes Polskiego Towarzystwa Elektroradiologii. - To naprawdę śmiesznie mało. Powołaniem nie da się najeść.
W marszu bierze udział dziewięć organizacji medycznych. Bojkotuje go Solidarność, ale popiera Naczelna Izba Lekarska. - Nie wystarczą nam już obietnicę trzeba te obietnice wypełniać i nie ma już na nic czasu, bo ludzie umierają w pracy. Umierają lekarze, umierają pacjenci. Mamy zdekapitalizowaną służbę zdrowia - mówi Maciej Hamankiewicz , prezes Naczelnej Rady Lekarskiej.
Nieoficjalnie popierają go pielęgniarki - rok temu podpisały z Ministerstwem Zdrowia porozumienie dotyczące podwyżek - 4 razy 400 zł - i ich oficjalny udział byłby zerwaniem tej umowy. - Ale będziemy na marszu, bo solidaryzujemy się z naszymi kolegami i koleżankami. Przecież razem pracujemy przy łóżkach chorych - mówi dr Katarzyna B.Głodowska, pielęgniarka, członek zarządu ogólnopolskiego Porozumienia Zawodów Medycznych. - Służba zdrowia działa dziś w Polsce tylko dlatego, że pracujemy na kilku etatach, ponad ludzkim wysiłkiem.
Większość protestujących pojechała do stolicy prywatnymi autami. Ale do Warszawy z Poznania wyruszyły też autokary. Między innymi cztery z nich spod Czerwca 1956 - wynajęła je Wielkopolska Izba Lekarska. Szacuje, że na marszu weźmie udział co najmniej tysiąc osób z Wielkopolski. W całym marszu organizatorzy spodziewają się 50 tys. ludzi.
Wszystkie komentarze